piątek, 25 września 2026

Dary trzech bogiń (cz 3/9)

 

Dalszy ciąg opowieści o błędnym rycerzu


Rycerz powierzył Słońce opiece dwojga staruszków i przyrzekł, że odnajdzie jej rodzinę, a potem po nią wróci. Zanim odjechał, dziewczynka podarowała mu haftowaną chusteczkę.

- Jak znajdziesz moją matkę, albo którąś z sióstr, pokaż im to - powiedziała. 

Rycerz schował chustkę do kieszeni, dosiadł konia i ruszył w drogę. Nie minęło wiele czasu, a znalazł na leśnej drodze wytworny powóz ze złamanym kołem. Był jednak zupełnie pusty, a rycerz nie miał pojęcia, gdzie mógłby szukać ludzi, którzy nim podróżowali. Przypomniał sobie jednak opowieść Słońca i postanowił udać się w tę samą stronę, co ona. Wkrótce dotarł do pewnej wsi, gdzie właśnie odbywało się wesele. Nikt z biesiadników nie był w stanie pomóc mu w poszukiwaniach, wszyscy zachęcali go jednak, by został do rana i dołączył do zabawy. 

Rycerzowi wkrótce udzielił się radosny nastrój i na chwilę zapomniał o Słońcu. Znów zaczął przechwalać się swoimi czynami i twierdzić, że po tym, co widział w czasie swoich podróży, nic już nie zdoła go zadziwić. Wtedy nagle podeszła do niego jakaś kobieta i spytała: 

- A czy widziałeś kiedyś płomień, który rodzi kwiaty? 

Rycerz musiał przyznać, że nie widział. Nieznajoma dała mu woreczek wypełniony czymś, co przypominało błękitny piasek.

- Jak chcesz go zobaczyć, jedź prosto na północ i zatrzymaj się w pierwszej wiosce, którą napotkasz - powiedziała - A jak już go znajdziesz, obsyp go tym proszkiem. 

Rycerz od razu wyruszył w drogę, a kiedy dotarł do wioski, było już zupełnie ciemno. Zapukał do drzwi jednej z chat, a po chwili otworzyła mu kobieta o niemiłej twarzy i potężnym cielsku. Rycerz poprosił o nocleg, a ona nie ośmieliła się mu odmówić, choć widocznie nie była zadowolona z tych odwiedzin. 

- W mojej chacie nie znajdziesz zbyt wielu wygód - powiedziała - Nie mam nawet wolnego łóżka, w którym mógłbyś się przespać. 

- Jestem przyzwyczajony do niewygód - odpowiedział rycerz - I mogę spać choćby na ławie w kuchni. Ale koniecznie muszę spędzić noc właśnie tutaj. 

Kobieta wpuściła go więc do środka i wskazała mu ławę. Nie zaproponowała mu jednak nic do jedzenia, ani nawet nie chciała rozpalić ognia. Rycerz zaczął już żałować, że posłuchał rady nieznajomej, gdy dostrzegł przez okno drewniany budynek, gdzie drzwi zabite były deskami, a obok ktoś powiesił czerwoną chustę. Zaciekawiło go to na tyle, że postanowił zostać chociaż do rana. 

Gdy gospodyni znów do niego podeszła, wskazał ręką okno i zapytał:

- Co to za miejsce?

- Stara stodoła. Zabiliśmy wejście i powiesiliśmy czerwoną chustę przy drzwiach, by nikt nie wszedł do środka, a w wiosce nie rozpętała się zaraza. 

- Dlaczego obawiacie się zarazy? Co takiego kryje się w tej stodole?

- Leży tam śpiąca dziewczynka, a z jej ciała wyrastają kwiaty. Gdyby ktoś jej dotknął, na pewno stałoby się z nim to samo - są w naszej wsi ludzie, którzy widzieli to już wcześniej. Tej choroby nie można powstrzymać. Ten, którego skóra zaczyna rodzić kwiaty jak ziemia, nigdy się już nie obudzi, a im więcej kwiecia go pokrywa, tym jest bliżej śmierci. Kiedy ostatnio widzieliśmy to dziecko, miała tylko kilka pączków na szyi, ale teraz pewnie już całkiem zarosła. 

Rycerzowi zrobiło się żal chorego dziecka leżącego samotnie w zamkniętej stodole.

- Naprawdę nikt nie chciał się nią zająć? - zapytał - Nawet rodzice?

- Nie znamy jej rodziców. Przybłąkała się tu pewnej nocy, a rano była już pokryta kwiatami. Wiemy tylko, że ma na imię Płomień. 

Rycerz od razu przypomniał sobie słowa kobiety, którą spotkał na weselu i podarek od niej, ale nic nie powiedział. Oznajmił, że jest bardzo zmęczony, po czym położył się na ławie i udał, że zasypia. Gospodyni zostawiła go samego, a niedługo potem poszła spać. 

Rycerz poczekał jakiś czas, a kiedy był już pewien, że nikt go nie zauważy, wymknął się z chaty i pobiegł do stodoły. Mieczem wyrąbał sobie wejście do środka, a kiedy otworzył drzwi, światło księżyca padło wprost na chorą dziewczynkę. Leżała na słomie; miała na sobie czerwoną sukienkę, a ciemnofioletowe kwiaty niemal zupełnie zakrywały jej dłonie, szyję i twarz. Kilka wystawało też spomiędzy ognistorudych włosów. 

Rycerz usiadł obok i zaczął obsypywać śpiące dziecko niebieskim proszkiem. Już po chwili wszystkie kwiaty zwiędły i odczepiły się od jej skóry, a dziewczynka otworzyła oczy.

- Czy długo spałam? - zapytała. 

- Byłaś bardzo chora - odpowiedział rycerz - Ale miałem przy sobie lekarstwo, dzięki któremu wyzdrowiałaś. Teraz powiedz mi, jak się tu znalazłaś i gdzie są twoi rodzice.

Wtedy Płomień opowiedziała mu swoją historię. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz