Na jednej z najwyższych gałęzi drzewa drzemała młoda dziewczyna. Była cudownie piękna, a u ramion miała parę dużych, błyszczących, pierzastych skrzydeł. Kiedy handlarz niewolników ją zobaczył, w jego oczach pojawił się błysk chciwości, a w umyśle powoli zaczął rodzić się plan zdobycia fortuny. W końcu doszedł do wniosku, że koniecznie musi schwytać tę istotę i zaczął się gramolić na drzewo, na którym spała. Posuwał się w górę powoli i z wysiłkiem, gdyż jego wiek i tusza nie pozwalały mu szybko się wspinać. W końcu jedna z gałązek złamała się, gdy mężczyzna na niej stanął, a jej trzask obudził śpiącą dziewczynę. Gdy spostrzegła zbliżającego się w jej stronę nieznajomego, przestraszyła się i natychmiast odfrunęła. Handlarz niewolników patrzył w ślad za nią z gniewnymi błyskami w oczach i poprzysiągł sobie, że nie spocznie, dopóki nie uda mu się schwytać tej istoty.
Codziennie wracał do lasu, by tropić skrzydlatą piękność, licząc na to, że w końcu uda mu się ją porwać. Okazało się to jednak trudniejsze niż przypuszczał. Instynkt podpowiadał dziewczynie, że nieznajomy ma wobec niej złe zamiary, stała się więc bardzo ostrożna i gdy tylko dostrzegła zbliżającego się człowieka, albo czym prędzej odfruwała albo siadała gdzieś na tyle wysoko, by mieć pewność, że nikt, kto nie ma skrzydeł jak ona nie zdoła jej dosięgnąć. Na próżno mężczyzna starał się ją dogonić, na próżno się skradał, na próżno zastawiał pułapki - piękność, którą ścigał reagowała na najcichszy szmer i dostrzegała każde poruszenie gałęzi czy liścia, a wtedy już wiedziała, że należy uciekać.
Kiedyś handlarzowi niewolników przyszło do głowy, żeby zamiast ścigać swoją ofiarę, spróbować ją do siebie zwabić. Gdy któregoś dnia dziewczyna usiadła na szczycie stromej, wysokiej skały, mężczyzna podszedł do niej i, przybrawszy możliwie najbardziej przyjazny wyraz twarzy, zaczął do niej uprzejmie przemawiać.
- Zejdź na dół, miła panienko! - wołał do niej z dołu.
- Nie zejdę! - odpowiadała dziewczyna.
- Zejdź, to dam ci piękną wstążkę!
- A po co mi twoja wstążka?! Nie zejdę!
Handlarz chciał jeszcze coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzył usta, dziewczyna rozłożyła szeroko skrzydła i uciekła gdzieś w przestworza. Mężczyzna zaklął i wyniósł się z lasu, obiecując sobie, że następnym razem nie da się jej zbyć tak łatwo.
Innego dnia, gdy dziewczyna przycupnęła na szczycie wysokiego drzewa, mężczyzna znów spróbował ją czymś zanęcić.
- Miła panienko, zejdź na dół!
- Nie zejdę!
- Jak zejdziesz, dam ci złote trzewiczki!
- Jak miałabym latać w ciężkich butach?! Nie zejdę!
I zanim handlarz zdołał jej odpowiedzieć, wzbiła się w niebo.
Gdy chciał spróbować po raz trzeci, dziewczyna akurat huśtała się na jednej z gałęzi sosny. Kiedy dostrzegła mężczyznę, posłała mu drwiący uśmiech, po czym wróciła do zabawy.
- Zejdź na dół!
- Nie zejdę!
- Dam ci naszyjnik z pereł!
- Możesz zatrzymać te twarde perły! Nic od ciebie nie chcę! Nie zejdę!
Zniecierpliwiony handlarz zaczął wtedy wygrażać dziewczynie pięściami, krzyczeć na nią i grozić jej swoją zemstą, mówiąc, że nigdy nie da jej spokoju. Ona jednak wciąż chichotała, rozbawiona widokiem szalejącego z wściekłości potężnego, a jednak zupełnie bezradnego brodacza. Kiedy zabrakło jej tchu, znów odfrunęła.
W końcu handlarz niewolników zrozumiał, że nigdy uda mu się ani zwabić dziewczyny do siebie, ani jej schwytać. Nie zamierzał jednak się poddawać. Po namyśle postanowił udać się po radę do pewnej wiedźmy mieszkającej na bagnach. Zapukał do jej chaty o zmroku, a gdy wpuściła go do środka, opowiedział jej o swoim problemie. Wiedźma odpowiedziała mu wybuchem szyderczego śmiechu.
- Jesteś głupi jak wszyscy ludzie! Naprawdę myślałeś, że twoja fruwająca ślicznotka skusi się, gdy obiecasz jej jakąś błyskotkę? Na takich jak ona nie robi to wrażenia, a teraz pewnie panna zrobiła się jeszcze bardziej podejrzliwa. Ale może znajdzie się inny sposób, byś dostał ją w swoje ręce.
To rzekłszy wiedźma dała handlarzowi mocną sieć rybacką i pouczyła go, jak ma jej użyć. Ten rzucił jej na stół garść złotych monet i czym prędzej odszedł, nie wypowiedziawszy nawet słowa podzięki, czy pożegnania.
Następnego dnia rano brodacz poszedł pod wodospad, gdzie, jak mówiła wiedźma, skrzydlata dziewczyna lubiła przychodzić o tej porze. Ukrył się w zaroślach i zobaczył, jak smukła postać podfruwa do miejsca, gdzie kaskada zmieniała się w pianę, a padające na nią promienie słońca tworzyły w powietrzu tęczę. Szum wody był tak głośny, że mężczyźnie udało się podkraść do dziewczyny od tyłu tak, by ta nie zdołała go zauważyć aż do chwili, gdy wepchnął ją do rzeki. Potem wskoczył tam za nią z rozpostartą siecią w rękach, którą następnie zarzucił swojej ofierze na plecy tak, jakby chciał złowić rybę. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jej skrzydła nasiąkły wodą, przez co nie była w stanie odlecieć. Mężczyzna mocno owinął ją rybacką siecią i związał sznurem tak, że nie mogła się poruszyć. Jej płacz i krzyki nie zrobiły żadnego wrażenia na porywaczu, a na nieszczęście w pobliżu nie było akurat żadnej życzliwej osoby, która mogłaby ją usłyszeć.
Handlarz przerzucił sobie swą skrępowaną ofiarę przez ramię i zaniósł do wozu, który już na niego czekał na leśnej drodze. W środku znajdowało się już dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka, których ręce były związane na plecach.
- Pomóżcie mi się uwolnić - poprosiła skrzydlata dziewczyna - a zabiorę was w miejsce, gdzie już nikt was nigdy nie skrzywdzi.
Dzieci zaczęły gryźć sznur i sieć, które krępowały dziewczynę i w końcu udało im się ją oswobodzić. Wtedy ona również pomogła im się uwolnić, po czym wszyscy troje podkradli się do tylnej krawędzi wozu, by czekać na dogodny moment. Ten w końcu nadszedł, kiedy przejeżdżali przez miejską bramę. Dziewczyna mocno przycisnęła do siebie dzieci i wraz z nimi wyfrunęła z jadącego wozu. Ruchy jej skrzydeł były tak łagodne i delikatne, że siedzący na koźle handlarz niewolników nie usłyszał ich szumu i nie zauważył ucieczki trojga więźniów. Dziewczyna wzleciała nad miasto, aż w końcu wylądowała na dachu jednego z domów stojących tuż przy rynku. Potem i ona, i dzieci uchwycili się dachówek i przycupnęli tak, by móc widzieć, co dzieje się na dole, nie będąc widzianymi przez nikogo. Nie minęło wiele czasu, a spostrzegli jak na rynku powoli zbiera się tłum. Miało właśnie rozpocząć się targowisko, na którym handlarz planował zbić fortunę na swojej zdobyczy. Ale gdy zajrzał do wozu, ze zdumieniem zauważył zniknięcie trojga więźniów. Nie mógł zwłaszcza przeboleć tego, że skrzydlata dziewczyna po raz kolejny mu się wymknęła i wpadł w taką wściekłość, że miało się nieomal wrażenie, iż z jego ust zaraz posypią się iskry. Zaczął się awanturować i, głośno przeklinając, oskarżać wszystkich wokół o uprowadzenie swojej najcenniejszej niewolnicy. Zebrani na placu gapie otoczyli go zwartym pierścieniem i zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, na przemian naśmiewając się z dziwnego handlarza, broniąc go, złorzecząc mu i nazywając go wariatem.
Skrzydlata dziewczyna patrzyła na to wszystko z góry i w końcu zawołała najgłośniej, jak tylko mogła:
- Dobrze się stało, że stracił swój skarb! Tak jak on, tak i wy wszyscy zasługujecie na to, by postradać wszystko, co dla was najcenniejsze, za to, że swój dobrobyt budujecie na ludzkiej krzywdzie! Czy nie widzicie, że dzięki wam źli ludzie stają się jeszcze bardziej okrutni, bo widzą, że przynosi im to zysk?! Czy wy sami nie stajecie się z dnia na dzień coraz bardziej bezlitośni wobec tych, którzy powinni być dla was braćmi i przyjaciółmi?! Ratujcie się, póki czas, jeśli nie chcecie, by wasze złe uczynki zwróciły się przeciwko wam! To może być wasza ostatnia szansa!
Zebrani na rynku ludzie usłyszeli dochodzący gdzieś z góry głos, ale nie mogli dostrzec osoby, która do nich przemówiła. Zaczęli więc podejrzewać, że owo upomnienie pochodzi z nieba i po raz pierwszy zadali sobie pytanie, czy postępują słusznie. Wkrótce uczuli jak długo ignorowane sumienia boleśnie szarpią ich wnętrzności, a wstyd pali im serca jak rozżarzone żelazo. Potem wystarczyło im spojrzeć na twarze handlarzy niewolników, na których malowały się chciwość i okrucieństwo, a następnie w pełne bólu i rozpaczy oczy ich ofiar, by wiedzieć, co powinni zrobić. Już chwilę później rozkuto wszystkie łańcuchy, rozcięto wszystkie więzy, a ze wszystkich szyi ściągnięto tabliczki z cenami. W kilka minut uchwalono, że od tej pory każdy, kto przebywa w mieście jest wolny i nikt nie ma już prawa sprzedawać ani kupować ludzi, handlarzy zaś schwytano i odprowadzono do więzienia. Brodacz, od którego wszystko się zaczęło został pojmany jako pierwszy. On jeden domyślił się, co tak naprawdę zaszło, ale teraz mógł tylko złorzeczyć w myślach sprawczyni tego zamieszania i przeklinać sam siebie za to, że ją tu sprowadził.
A skrzydlata dziewczyna czym prędzej odfrunęła wraz z dziećmi i nigdy więcej nie widziano jej już w tej okolicy.