Pewien król miał syna jedynaka. Młody królewicz był bardzo przystojny, miał szlachetny charakter i miłe usposobienie, dlatego spośród wszystkich młodych dam trudno byłoby wskazać choć jedną, która nie pragnęłaby go w sobie rozkochać. Tak się jednak złożyło, że tą, która skradła jego serce nie była żadna księżniczka ani królewna, a pewna uboga dziewczyna imieniem Lidia. Nie miała żadnej rodziny, chodziła w skromnych, połatanych sukienkach i mieszkała sama w małym domku na obrzeżach miasteczka. Za to była szczera i niewinna, miała piękny uśmiech i potrafiła cudownie grać na skrzypcach. Królewicz kochał ją bardziej niż utrudzeni kochają sen, a konający z zimna ogień, ale mimo to dotąd nie odważył się poprosić jej o rękę ani wspomnieć o niej komukolwiek. Jego ojciec, król, był bowiem dumnym, wyniosłym i okrutnym człowiekiem. Królewicz dobrze wiedział, do czego zdolny jest monarcha, gdy wpadnie w złość i jak bardzo nienawidzi wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zaszkodzić jego planom. Obawiał się, że jego ojciec nie będzie mógł pogodzić się z tym, iż jego syn sam znalazł sobie narzeczoną, zwłaszcza tak niskiego stanu, przez co Lidii mogłoby grozić niebezpieczeństwo. Prosił więc ukochaną, by nikomu nie wspominała o ich miłości, a ponad to, by nigdy nie próbowała go odwiedzać ani nie pisała do niego listów. Lidia tak mocno kochała księcia, że nie pragnęła niczego bardziej niż jego spokoju i szczęścia, dlatego zgodziła się na wszystko. Królewicz odwiedzał ją w tajemnicy i, kiedy tylko mógł, dosiadał swojego konia i galopował do niej drogą wiodącą przez dno wąwozu, gdzie rosły krzewy dzikich róż, rodzące śnieżnobiałe kwiaty. A chwile, które w takie dni spędzał w towarzystwie Lidii były dla niego najszczęśliwsze i nie poświęciłby ich nawet gdyby w zamian ofiarowano mu dziesięć królestw.
Któregoś dnia gdy królewicz odwiedził ukochaną w jej domu zauważył stojącą w kącie drewnianą skrzynię i leżące na niej piękne, jasnozielone skrzypce. Zdziwiło go to, bo, choć wiele razy widział jak Lidia gra, nigdy dotąd nie zauważył, by używała tego instrumentu.
Zapytał więc:
- Dlaczego chowasz te skrzypce i nigdy na nich nie grasz? Zawsze myślałem, że nie masz własnych i dlatego pożyczasz od innych.
- To nie są zwyczajne skrzypce - odpowiedziała mu Lidia - Mają czarodziejską moc, która sprawia, że gdy ktoś na nich gra, złe zaklęcia pryskają, a ich melodia potrafi ujawnić każdą tajemnicę i wyjawić prawdę o tych, którzy jej słuchają. Dlatego chowam je tutaj i bardzo rzadko na nich gram, choć dźwięki, które się z nich wydobywają, nie mają sobie równych. Obawiam się jednak, że gdybym ich użyła, ludzie mogliby mnie znienawidzić.
- Ja nie boję się prawdy - odrzekł na to królewicz - I bardzo chciałbym usłyszeć, jak grasz na czarodziejskich skrzypcach.
Lidia wzięła więc skrzypce do ręki i łagodnie pociągnęła po nich smyczkiem. Wydobyła się z nich melodia tak cudowna, jakby sama bogini Igrae grała dla zakochanych. A pomiędzy jej dźwiękami, kryła się piękna opowieść o miłości, o miłości czystej, szczerej i czułej, która połączyła tych dwoje. Rankiem królewicz odjechał, obiecawszy Lidii, że znów ją odwiedzi, jak tylko będzie miał okazję. Dziewczyna długo stała przed domem i patrzyła w ślad za ukochanym, dopóki jego sylwetka nie rozpłynęła się we mgle, a stuk kopyt jego konia nie ucichł.
Niedługo potem Lidia zorientowała się, że spodziewa się dziecka, a wtedy poczuła wielką radość i jeszcze większy niepokój. Z każdym dniem coraz bardziej wątpiła w to, że będzie w stanie sama wyżywić maleństwo i coraz bardziej ubolewała nad tym, iż nie ma przy niej jej ukochanego. Długo czekała na jakieś wieści od królewicza, ale tak się nieszczęśliwie złożyło, że musiał on wyjechać na kilka miesięcy do sąsiedniego kraju. W końcu Lidia zdecydowała się złamać daną księciu obietnicę i napisała do niego list, w którym prosiła go, by przyjechał i zajął się nią i dzieckiem, które miało wkrótce przyjść na świat. Potem poszła do pewnego tragarza, który często dostarczał różne towary w okolice królewskiego pałacu i poleciła mu doręczyć wiadomość.
- Nie mam jak ci zapłacić, ale królewicz z pewnością cię wynagrodzi, gdy otrzyma od ciebie ten list - powiedziała mu - Obiecaj mi tylko, że nikt oprócz księcia go nie zobaczy i nikomu nie powiesz, kto cię przysłał.
Tragarz udał się do królewskiego pałacu, a tam powiedziano mu, że królewicz wyjechał, a żeby dotrzeć do miejsca, gdzie akurat przebywa, musiałby wyruszyć w długą i męczącą podróż. Gdy posłaniec stał tak pod ogrodzeniem, zastanawiając się, co powinien zrobić, zauważył go król, który właśnie przechadzał się po swoim ogrodzie.
- Co tu robisz? - zapytał nieznajomego.
Tragarz w pierwszej chwili nie domyślił się, z kim rozmawia, powiedział więc tylko:
- Mam tu ważny list do królewicza, ale powiedziano mi, że tu go nie znajdę.
- Ja wezmę list.
- Ta, która mnie tu przysłała zabroniła mi pokazywać go komukolwiek, oprócz księcia.
- Masz mi oddać ten list - to rozkaz króla!
Usłyszawszy to, posłaniec nie miał już odwagi odmówić i posłusznie oddał list, po czym jak najszybciej się oddalił.
Kiedy król przeczytał wiadomość od Lidii, wpadł w furię. Był wściekły zarówno na syna, jak i na nieznajomą, której udało się pozyskać jego uczucia, a teraz miała czelność wpraszać się do jego rodziny. Król długo rozmyślał, szukając szybkiego i pewnego sposobu na pozbycie się problemu. W końcu postanowił zwrócić się do pewnej czarownicy. Spotkał się z nią w nocy w myśliwskiej chacie w głębi lasu. Król pokazał czarownicy list Lidii i powiedział:
- Ta kobieta musi umrzeć, ale nikt nie może się dowiedzieć, że miałem z tym coś wspólnego, a zwłaszcza mój syn. Jeśli zdołasz pozbyć się jej po cichu, tak, by nikt nic nie podejrzewał, przyrzekam spełnić każde twoje życzenie.
Czarownica uśmiechnęła się tylko i odpowiedziała królowi tak:
- Moje życzenie jest bardzo skromne. Nie chcę ani złota, ani klejnotów, ani zamku, ani zaszczytów, ani niczego, czym zwykłeś obdarzać swych dobroczyńców. Pragnę tylko, abyś pozwolił mi wziąć sobie to, co znajdę w domu tej kobiety.
Król, szczęśliwy, że może osiągnąć swój cel za tak niską cenę, od razu się zgodził, a czarownica przyrzekła mu, że za kilka dni Lidia będzie martwa. Rozstali się spokojni i zadowoleni, po czym każde z nich wróciło do swojego domu.
Gdy to się działo, Lidia zdążyła urodzić córeczkę, której dała na imię Alma. Młoda matka, choć wciąż bardzo niepokoiła się o swój los i przyszłość dziecka, cieszyła się z obecności tej małej istotki, tak podobnej do jej ukochanego. Czule opiekowała się niemowlęciem, a gdy płakało, uśmiechała się do niego i, przytulając je do piersi, mówiła:
- Bądź cierpliwa, mała księżniczko. Niedługo przyjedzie po nas twój ojciec, a wtedy ułożę cię do snu w złotej kołysce.
I kiedy raz Lidia z małą Almą w ramionach siedziała przy szeroko otwartym oknie, pod jej domem nie wiadomo skąd pojawiła się nagle nasłana przez króla czarownica. Kobieta oparła się o parapet i powiedziała z miłym uśmiechem:
- Co za prześliczne dziecko! Co za rozkoszne maleństwo! Jaka szkoda, że będziesz miała tak niewiele czasu, aby się nim nacieszyć…
Gdy Lidia usłyszała te słowa od razu odwróciła się w stronę nieznajomej i zapytała:
- Co masz na myśli?
- Znam się dobrze na czarach - odpowiedziała jej czarownica - I umiem z daleka rozpoznać osobę, na której ciąży klątwa. Przykro mi to mówić, ale twoje dziecko padło ofiarą szczególnie okrutnej: nie minie miesiąc, a dziewczynka najpierw zacznie chudnąć, potem jej ciało zżółknie i skurczy się, aż w końcu rozpadnie się jak uschnięty kwiat.
- I naprawdę nic nie można na to poradzić? - dopytywała się zaniepokojona Lidia.
- Owszem, można - odpowiedziała czarownica - I tak się składa, że znam sposób, by odwrócić nieszczęście, ale tylko kochająca matka może tego dokonać. Chodź ze mną, a pokażę ci, jak możesz uratować córeczkę.
Lidii nie spodobał się ten pomysł, ale strach o dziecko sprawił, że w końcu się zgodziła, a ponieważ nie miała z kim zostawić małej Almy, zabrała ją ze sobą.
Dwie kobiety poszły razem do wąwozu, gdzie rosły różane krzewy obsypane białymi kwiatami. Czarownica wskazała Lidii jeden, który opierał się o skalną ścianę i powiedziała:
- Między korzeniami tego krzewu znajduje się pewien kamień, który ma moc odczynienia klątwy. Musisz tylko wyjąć go stamtąd własną ręką, a potem pocałować i dotknąć nim czoła twojej córeczki. Ja potrzymam maleństwo, a ty idź po kamień.
Lidia niechętnie oddała nieznajomej dziecko, po czym podeszła do wskazanego przez nią krzewu. Jak tylko się nad nim pochyliła, czarownica wyszeptała zaklęcie, a wtedy kolczaste pędy wystrzeliły w górę i przebiły ciało młodej kobiety na wylot. Morderczyni z niemowlęciem w ramionach wróciła do domu zmarłej i zabrała stamtąd zaczarowane skrzypce, a potem odeszła w dal, niezauważona przez nikogo.
Kilka dni później królewicz powrócił i od razu zapragnął zobaczyć się z ukochaną, przy pierwszej okazji udał się więc w drogę. Gdy jechał wąwozem, zauważył, że wszystkie kwiaty dzikiej róży z białych stały się krwistoczerwone. Ogarnięty złymi przeczuciami popędził konia i pognał przed siebie, chcąc jak najszybciej zobaczyć Lidię i przekonać się, że nie spotkało jej nic złego. Już po kilku minutach dotarł do miejsca, gdzie niedawno czarownica przyprowadziła młodą skrzypaczkę, a tam zastał ją nieżywą. Gdy królewicz rozpoznał leżącą wśród dzikich róż postać, zeskoczył z konia i podbiegł do niej, by spróbować ją ocucić, szybko jednak przekonał się, że to niemożliwe, a wtedy gorzko zapłakał. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że patrzy na ofiarę morderstwa - zdawało mu się, że Lidię zabił nieszczęśliwy upadek ze skarpy. Długo klęczał tak nad ciałem ukochanej, przyciskając sobie jej głowę do serca i obmywając łzami jej zimną, bladą twarz. W końcu oderwał się od martwej Lidii i własnymi rękami pogrzebał ją pod krzakiem róży. Potem wrócił do zamku i zamknął się w swojej komnacie.
Tymczasem czarownica zabrała skrzypce i Almę do swojego domu. Tam najpierw schowała magiczny instrument do skrzyni, w której trzymała inne swoje skarby, a potem narysowała kredą na podłodze duże koło i położyła niemowlę w środku. Następnie zaczęła nucić tajemniczą melodię, potem wykrzykiwać dziwne słowa, a na końcu wzniosła ręce do góry i wydała z siebie przeraźliwy wrzask. Chwilę później w pokoju nie było już oseska - jego miejsce zajęła dorosła kobieta. Od tej pory odmieniona Alma za dnia musiała ciężko pracować jako służka czarownicy, gdy zaś zapadała noc, jej pani zmieniała ją z powrotem w niemowlę i odkładała do kołyski.
Tak minęło dziesięć lat. Przez cały ten czas czarownica pilnie strzegła zaczarowanych skrzypiec i pilnowała, by Alma nigdy nie miała okazji do ucieczki. Jednak któregoś dnia kobietę wezwała nagle do siebie pewna markiza,oferując jej sakiewkę, w której nigdy nie kończyły się pieniądze w zamian za rzucenie uroku na jej siostrę. Jak tylko czarownica dowiedziała się o tym, natychmiast wybiegła z domu i nie zauważyła, że zostawiła skrzynię, w której trzymała skrzypce Lidii, otwartą. Alma zajrzała do środka, a gdy ujrzała piękny instrument, nie mogła się powstrzymać, by wziąć go do ręki i spróbować na nim zagrać. Jak tylko pociągnęła smyczkiem po strunach, ciążący na niej czar stracił swoją moc i stała się dziesięcioletnią dziewczynką, którą powinna być. Alma wzięła skrzypce pod pachę i wymknęła się tylnymi drzwiami. Biegła przed siebie przez wiele godzin, nie zatrzymując się i nie patrząc wstecz. O zachodzie słońca rozpętała się burza - padał deszcz, wiał wiatr, a ciemne chmury stały się tak gęste, że przypominały ogromny koc okrywający niebo. Dziewczynka dostrzegła w oddali samotną wieżę i, niewiele myśląc pobiegła w jej stronę. Gdy już dotarła na miejsce, spostrzegła, że drzwi były uchylone i bez namysłu weszła do środka. Wieża wyglądała na opuszczoną od dawna, było w niej ciemno, meble pokrywała gruba warstwa kurzu, a ściany i sufit usiane były pajęczynami. W kącie stał olbrzymi zegar, również podniszczony i brudny. Alma weszła po schodach na górę i znalazła tam pokój, gdzie stało duże, stare łóżko przykryte podartym kocem. Zmęczona długą drogą dziewczynka ułożyła się na nim do snu, a skrzypce wraz ze smyczkiem położyła na poduszce obok.
O północy Almę obudziło bicie zegara. Dziewczynka rozejrzała się po pokoju i spostrzegła, że zmienił się nie do poznania. Był teraz zupełnie czysty, a po kurzu i pajęczynach nie było śladu. Na stolikach po obu stronach łóżka stały zapalone świece, a dziewczynka leżała teraz w jedwabnej pościeli pod aksamitnym baldachimem. Cały pokój przypominał teraz sypialnię jakiejś księżniczki. Alma chciała wstać i zobaczyć, czy reszta wieży też się zmieniła, ale gdy zbliżyła się do krawędzi łóżka, spostrzegła, że tuż przed nią na podłodze leży ogromny lew. Spojrzała w drugą stronę i zobaczyła leżącą obok łoża lwicę. Przestraszona dziewczynka skuliła się i, nie wiedząc, co mogłaby zrobić, wzięła do rąk skrzypce. Gdy je trzymała, wróciła jej odwaga, zaczęła więc na nich grać. Tym razem jednak z instrumentu nie wydobyła się żadna melodia - zamiast tego odezwało się kilka kobiecych głosów rozmawiających ze sobą z przejęciem.
- Czy mała Alma śpi na górze? - zapytał jeden z nich.
- Tak, leży w łóżku na piętrze - odpowiedział drugi.
- I nie wstanie przed świtem? - dopytywał pierwszy.
- Lew i lwica dobrze jej pilnują - odrzekł trzeci.
- Jak to dobrze, że nie wie, iż jej dziadek, król, kazał zamordować jej matkę, a gdyby wiedział, gdzie teraz jest, na pewno zabiłby i ją - odezwał się czwarty głos - Gdyby to odkryła, opuściłaby nas i uciekła jak najdalej.
- Jeszcze nie czas! Jeszcze nie czas! - wykrzyknęło naraz kilka głosów - Jeszcze cztery noce!
Alma słuchała uważnie, choć każde usłyszane słowo budziło w niej zdumienie i lęk. Dalej próbowała grać na skrzypcach, ale głosy wkrótce zaczęły coś niezrozumiale bełkotać, a potem ucichły. W końcu dziewczynka odłożyła instrument i usnęła.
Gdy obudziła się rano, pokój, w którym spała znów był brudny i zaniedbany, nie było też w nim lwów. Alma wstała z łóżka i zeszła na dół. Tam również było ponuro i brudno, ale na zakurzonej podłodze pojawiły się ślady bosych stóp. Dziewczynka weszła przez uchylone drzwi do drugiego pokoju i zastała tam długi stół, a na nim resztki uczty. Ponieważ była bardzo głodna bez namysłu usiadła i zabrała się do jedzenia. Kiedy skończyła, chciała odejść, ale okazało się, że jedyne drzwi są zamknięte na klucz. Alma długo szukała innego wyjścia, aż w końcu się poddała i wróciła do pokoju, gdzie spędziła poprzednią noc. Znów położyła się do łóżka, a skrzypce zostawiła na poduszce obok.
Także tej nocy dwanaście uderzeń zegara obudziło dziewczynkę. Gdy otworzyła oczy, spostrzegła, że pokój po raz kolejny zmienił się w piękną komnatę, a lew i lwica znów leżą po obu stronach łóżka. Alma od razu zaczęła grać na skrzypcach, a wtedy usłyszała, jak tajemnicze głosy rozmawiają ze sobą:
- Czy mała Alma śpi na górze?
- Tak.
- I nie wstanie przed świtem?
- Nie wstanie.
- Jak to dobrze, że nie wie, iż jej ojciec, królewicz, już niedługo poślubi królową sąsiedniego państwa. Gdyby ktoś jej o tym powiedział, od razu pobiegłaby się z nim zobaczyć.
- Jeszcze nie czas! Jeszcze nie czas! Jeszcze trzy noce!
Słowa nieznajomych bardzo zdumiały Almę, gdyż dotąd nie przypuszczała, że jej ojciec żyje. Dziewczynka zaczęła jeszcze mocniej pocierać smyczkiem struny skrzypiec, ale tej nocy nie usłyszała już nic więcej. W końcu zrezygnowana odłożyła instrument i poszła spać.
Gdy obudziła się rano, znów była sama. Tym razem nie chciała już odejść - przeciwnie, czekała z niecierpliwością aż zapadnie zmrok, licząc na to, że tym razem tajemnicze głosy podpowiedzą jej, gdzie ma szukać ojca. Próbowała czuwać przy stole w jadalni, ale godziny mijały i nie wydarzyło się nic szczególnego, aż w końcu Alma nie mogła już dłużej wytrzymać i znów położyła się w sypialni na piętrze. Gdy wybiła północ, po raz trzeci obudziła się w odmienionym pokoju, a lwy i tym razem leżały po obu stronach łóżka. Dziewczynka od razu zaczęła grać na skrzypcach, a wtedy tajemnicze głosy znów przemówiły:
- Czy mała Alma śpi na górze?
- Tak.
- I nie wstanie przed świtem?
- Nie wstanie.
- Jak to dobrze, że nie wie, iż czarownica, która zabiła jej matkę, szuka jej po całej okolicy. Gdyby się dowiedziała, zechciałaby uciec stąd jak najdalej.
- Jeszcze nie czas! Jeszcze nie czas! Jeszcze dwie noce!
Tak, jak przewidywały tajemnicze kobiety, Alma w pierwszej chwili chciała wstać i zbiec na dół, ale widok leżących na podłodze lwów ją powstrzymał. W końcu znów zasnęła, a gdy zbudziła się rano, po raz kolejny spróbowała uciec, ale i tym razem drzwi były zamknięte. Dziewczynka wróciła więc do sypialni, a za każdym razem, gdy słyszała jakiś głośniejszy dźwięk, chowała się pod łóżkiem. Dopiero wieczorem się uspokoiła, zjadła to, co ktoś pozostawił na stole w jadalni, a potem poszła spać.
Tej nocy wszystko odbyło się tak, jak w ciągu trzech poprzednich, a gdy Alma zaczęła grać na skrzypcach, usłyszała następującą rozmowę:
- Czy mała Alma śpi na górze?
- Śpi.
- I nie wstanie przed świtem?
- Nie wstanie.
- Jak to dobrze, że nie wie, iż jej ojciec umrze w swoją noc poślubną. Matka jego narzeczonej była strzygą, najgroźniejszą i najokrutniejszą ze wszystkich. Umarła pół roku temu, ale córka wciąż jej nie pogrzebała. Królowa ukryła trupa pod łóżkiem w swojej sypialni, i będzie go tam trzymać aż do nocy poślubnej. A kiedy jej małżonek zaśnie, wyciągnie sztylet spod poduszki, wytnie księciu serce i umieści je między żebrami martwej strzygi, by znów ożyła. Gdyby Alma o tym wiedziała, natychmiast pobiegłaby go ostrzec.
- Jeszcze nie czas! Jeszcze nie czas! Została jeszcze jedna noc!
Alma słuchała tych słów niemal skamieniała z przerażenia. Ledwo starczało jej sił by utrzymać skrzypce i smyczek, wciąż jednak grała, licząc na to, że tajemnicze głosy podpowiedzą jej, co ma dalej robić. Na próżno: tej nocy nie usłyszała już nic i w końcu wyczerpana zasnęła.
Kiedy znów się obudziła minęło już południe. Dziewczynka postanowiła, że zostanie w wieży jeszcze na tę jedną, ostatnią noc, miała bowiem nadzieję, że następnego dnia będzie już mogła odejść, a wcześniej być może uda jej się dowiedzieć czegoś przydatnego. Czekała niecierpliwie, aż zapadnie zmrok, a gdy już to się stało, położyła się do łóżka i starała się jak najszybciej zasnąć. Tej nocy jednak bicie zegara jej nie obudziło. Pokój znów stał się piękną komnatą, a lew i lwica ułożyły się z obu stron łóżka, ale Alma wciąż twardo spała i nic nie zakłócało jej spoczynku. Ocknęła się dopiero o wschodzie słońca, kiedy nagle dał się słyszeć donośny huk, a drzwi do pokoju same otwarły się na oścież. Wtedy leżące na podłodze zwierzęta wstały i głośno zaryczały, po czym wybiegły, zostawiając dziewczynkę samą.
Alma chwyciła skrzypce, zeskoczyła z łóżka i czym prędzej zbiegła na dół. Tam czekało już na nią siedem ubranych w złote szaty kobiet o błyszczących oczach. Były to nimfy zwane lampadami; gdy zobaczyły dziewczynkę, pokłoniły się jej z szacunkiem i powiedziały:
- Od wielu lat byłyśmy tu uwięzione. Za dnia przebywałyśmy w ścianach tej wieży, niewidoczne i niezdolne, by się poruszyć, czy wypowiedzieć choć słowo. Nocami zaś mogłyśmy swobodnie przechadzać się po pokojach tej wieży, choć nie byłyśmy w stanie przekroczyć jej progu. Mogłyśmy odzyskać wolność dopiero po tym, jak ktoś, kto najpierw był dorosły, a dopiero potem stał się dzieckiem przez pięć nocy pod rząd będzie spać w łóżku na piętrze. Długo czekałyśmy, aż się pojawisz, a kiedy już przyszłaś, byłyśmy gotowe zrobić wszystko, byś nie odeszła, zanim zdołasz nas ocalić. Teraz możemy już wrócić do domu i jeśli zechcesz, zabierzemy cię ze sobą - możesz być pewna, że dobrze się tobą zajmiemy, a w naszej podziemnej siedzibie znajdziesz takie cuda, jakich nie udałoby ci się zobaczyć w żadnym ludzkim królestwie.
Wtedy Alma wyznała, że słyszała, o czym rozmawiały nocami i chciałaby jak najszybciej zobaczyć się z ojcem. Gdy lampady dostrzegły, że dziewczynka nie da się przekonać, podarowały jej lwa i lwicę.
- Nie musisz się ich bać - powiedziała jedna z nich - Doprowadzą cię do celu i obronią przed każdym, kto mógłby chcieć cię skrzywdzić. Strzeż dobrze swoich skrzypiec i nie pozwól, by ktokolwiek ci je odebrał. Jeśli będziesz mieć odwagę, by użyć ich we właściwym momencie, z pewnością przyniosą ci szczęście.
Alma podziękowała nimfom i wyruszyła w podróż. Jechała na grzbiecie lwicy, a lew biegł przed nią i głośnym ryczeniem spędzał wszystkich z drogi.
Tymczasem czarownica nie przestawała szukać uciekinierki. Próbowała śledzić ruchy gwiazd na niebie, by dowiedzieć się, w którą stronę udała się Alma, ale ta zawsze była o krok przed nią. Poszukiwania zaprowadziły kobietę do sąsiedniego państwa, a tam wszyscy mówili o zbliżającym się ślubie ich królowej; kilka razy padło też imię pana młodego. Gdy czarownica o tym usłyszała, postanowiła także udać się do zamku, w którym miał odbyć się ślub. Ponieważ była ubrana jak wytworna dama i przyniosła z sobą bogate dary dla państwa młodych, wpuszczono ją do środka, choć nie była zaproszona. Gdy jednak jakiś czas później niespodziewanie zjawiło się nieznane nikomu dziecko jadące na grzbiecie lwicy, zagrodzili jej wejście halabardami.
- Chcę zagrać dla młodej pary - śmiało powiedziała Alma.
Gwardziści nie chcieli jej wpuścić, ale ze względu na towarzyszące jej lwy bali się ją odpędzić. W końcu jeden z nich poszedł opowiedzieć o wszystkim królowej.
- Sprowadźcie tu to dziecko - powiedziała - Chętnie zobaczę tak niecodzienne zjawisko, a moich gości też pewnie zdoła to zabawić.
Almę zaprowadzono więc do sali biesiadnej, a lew i lwica szły za nią krok w krok. Dziewczynka stanęła naprzeciw stołu, gdzie siedzieli nowożeńcy, a także ojciec pana młodego i najważniejsi goście. Alma śmiało ujęła swój instrument i zaczęła grać. Skrzypce wydawały z siebie tak cudowne tony, że nawet najbardziej nieczuli ze słuchaczy nie mogli ukryć wzruszenia. A melodia rozbrzmiewając snuła opowieść o Lidii i jej córce; o wielkiej miłości, potwornej zbrodni i niebezpieczeństwie, które groziło panu młodemu. Słuchacze nie byli w stanie powstrzymać łez, a wzruszenia, jakie czuł królewicz nie da się opisać słowami. W końcu wstał i podbiegł do dziewczynki, a gdy spojrzał jej w twarz, od razu dostrzegł w niej podobieństwo do jego ukochanej sprzed lat i uściskał córkę.
Królowa zbladła ze złości i poderwała się ze swojego krzesła.
- Chyba nie wierzysz w to, co ta przybłęda wmówiła ci przy pomocy swoich czarów?! Nie zdziwiłabym się, gdyby okazała się być upiorem lub demonem! Jak możesz słuchać tych oszczerstw i nawet nie próbować stanąć w obronie swojej żony, której nigdy nie przyszłoby do głowy, by knuć przeciw tobie?!
- W takim razie pokaż, co chowasz pod łóżkiem - zaproponował królewicz - Jeśli nic tam nie będzie, wszyscy będą mogli się przekonać, że jesteś niewinna.
Królowej nie spodobał się ten pomysł, ale wiedziała, że jeśli odmówi, wszyscy tym bardziej uwierzą w ostrzeżenia skrzypiec. Zresztą i tak nie dano jej czasu na odpowiedź, bo jak tylko królewicz wyraził swoje życzenie, kilku służących czym prędzej pobiegło do komnaty, w której nowożeńcy mieli spędzić noc, a za nimi od razu podążyli zaciekawieni goście. Gdy odsunięto łóżko wszyscy mogli zobaczyć leżące pod nim ciało martwej strzygi. Poza tym, spod poduszki wysunął się ukryty tam sztylet. Królowa, widząc, że nie zdoła już uniknąć kary za swoje postępki czym prędzej rzuciła się do ucieczki, ale dwa lwy towarzyszące Almie od razu ruszyły za nią w pościg. Dopadły uciekinierkę w momencie, gdy ta już miała wybiec przez główną bramę i pożarły ją w mgnieniu oka. Wtedy dworzanie podnieśli z ziemi jej koronę i przynieśli ją królewiczowi, prosząc, by to on zasiadł na tronie w miejscu swojej niegodnej małżonki.
Wśród przyglądającego się tej scenie tłumu była też czarownica, która więziła niegdyś Almę. Ponieważ muzyka skrzypiec ujawniła także jej winy, korzystając z zamieszania przemieniła się we wronę i niepostrzeżenie wyfrunęła przez okno. Od tej pory słuch po niej zaginął. Może uciekła do jakiegoś dalekiego kraju, może postrzelił ją myśliwy, a może poraził ją piorun. Nie wiadomo. Grunt, że już nigdy nie wróciła.
Królewicz wziął Almę za rękę i poprowadził do miejsca, gdzie siedział jego ojciec.
- Nie będę się na tobie mścił, - powiedział królowi - ale nie chcę cię więcej widzieć. Wracaj do swojego królestwa, a ja i moja córka zostaniemy w moim.
Król usłuchał rozkazu syna i czym prędzej opuścił zamek. Wtedy zabawa rozpoczęła się na nowo - wszyscy cieszyli się, że pozbyli się okrutnej królowej, a w zamian otrzymali prawego monarchę i dzielną królewnę.
A gdy wybiła północ, lew i lwica usiadły po obu stronach wejścia do zamku i przemieniły się w złote posągi. Od tej pory nikt, kto miał nieczyste zamiary, nie mógł przekroczyć progu twierdzy.
Był to ostatni dar siedmiu lampad dla Almy i jej ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz