czwartek, 16 marca 2023

Dzieci Zitara

        Minęło wiele lat od dnia, w którym z wnętrza ziemi wyłoniło się dziesięcioro pierwszych ludzi. Bogowie z początku obawiali się puścić ich samych w świat, później jednak przekonali się, że spryt, odwaga i wyobraźnia, którymi obdarzyli te stworzenia w zupełności wystarczą, by przetrwać. Pierwsi ludzie musieli co prawda jeść dziko rosnące owoce, a polowali tylko za pomocą kijów i kamieni, ale ich dzieci zaczęły już używać prostych narzędzi, natomiast wnuki prędko nauczyły się uprawiać ziemię i oswajać zwierzęta. Kiedy dorosło czwarte pokolenie, jego przedstawiciele mieszkali w zbudowanych przez siebie chatach, kopali pierwsze studnie i wytwarzali coraz lepszą broń, która pozwalała im bronić swojego dobytku.

Wtedy jednak zaczęło dziać się z nimi coś niedobrego. Stali się złośliwi i samolubni, przestali też dbać o siebie nawzajem. W wypowiadanych przez nich słowach było coraz więcej jadu, natomiast rąk używali, by zadawać ciosy, a nie by pomagać innym. Chowali się tchórzliwie w swoich domach, a ich drzwi zawsze były zamknięte dla potrzebujących. Ludzie zaczęli też zazdrościć sobie nawzajem, choć i tak wszyscy mieli niewiele, bo brakowało im odwagi potrzebnej, by zdobyć coś cennego. Wyglądało na to, że wady tych istot ostatecznie zdławiły ich zalety, przez co nigdy nie staną się niczym więcej niż nędznymi, żałosnymi, podłymi istotami, gorszymi od zwierząt, bo czynią zło, wiedząc czym ono jest.

Widząc to, zatroskani bogowie zebrali się któregoś dnia, licząc na to, że wspólnie znajdą sposób, by sprowadzić ludzi z powrotem na dobrą drogę. Prawie każdy z nich miał jakąś propozycję. Nazelia, jak zawsze troskliwa i łagodna, przekonywała, że wystarczy na nowo wyjaśnić im, czym jest miłość, życzliwość i współczucie, a wtedy sami zawstydzą się swoich złych uczynków. Ylena twierdziła, że dorosłych ludzi nie da się już nawrócić, za to dla ich dzieci jest jeszcze nadzieja, więc to nimi przede wszystkim należy się zająć. Igrae uznała, że pozostawić ludzkość własnemu losowi, wierząc, że sami z czasem nabiorą rozumu. Lirasil chciał ich uśpić i zesłać na nich sen, który pokazałby im jak ohydne są ich czyny oraz jak straszne mogą być ich konsekwencje. Erva uznała, iż nie ma lepszego lekarstwa na złe skłonności niż śmiech, a odrobina zabawy z pewnością pomoże ludziom pozbyć się wzajemnej nienawiści. Tokeyar i Oris chcieli wyznaczyć im jakieś trudne zadanie, a Deher i Mieyr - oddzielić ich od siebie nawzajem za pomocą wody i skał. Adione zapragnęła rozbudzić w nich ciekawość i żądzę wiedzy, Fados zaś już szykował się do zstąpienia na ziemię, by osobiście upomnieć zdeprawowanych ludzi. Spór między bogami trwał bardzo długo, gdyż każda propozycja spotykała się z krytyką i co chwila ktoś wymieniał komuś wszystkie wady jego planu.

Przez cały ten czas Zitar milczał, a na jego twarzy malował się wyraz ponurej zadumy. Gdy w końcu pozostali bogowie zapytali go o zdanie, ten z pełną powagą odpowiedział:

- Ich życie jest zbyt proste. Uwierzyli, że są najsilniejsi i najmądrzejsi, przez co nie widzą, iż w rzeczywistości stali się głupi i słabi. Odkąd nauczyli się zabijać zwierzęta, nie mają już na tym świecie godnych siebie przeciwników prócz siebie nawzajem, nic więc dziwnego, że z braku wyzwań zaczęli ze sobą walczyć. Gdyby jednak pojawił się jakiś wróg na tyle potężny, by ich broń nie była w stanie zrobić mu krzywdy, który byłby od nich mądrzejszy i potrafił zarówno zwyciężyć ich w walce jak i pokonać podstępem, ludzie od razu przestaliby tracić czas na jałowe spory i zmuszeni byliby pokonać własne słabości. W walce z nieprzyjacielem zjednoczyliby się jak nigdy wcześniej. Powinniśmy stworzyć takiego wroga i posłać go na ziemię - gdy to zrobimy, sami zobaczycie, że mam rację.

Pozostałe jedenaścioro bogów zgodnie uznało ten pomysł za ryzykowny i okrutny. Stanowczo odmówili Zitarowi jakiejkolwiek pomocy i zabronili mu nawet myśleć o realizacji swojego planu. Zrugali boga-mściciela za jego zbytnią surowość, a potem powrócili do spierania się ze sobą nawzajem. Nadal jednak nie udało im się dojść do porozumienia.

Ale Zitar nie porzucił swojego planu. Dniami i nocami rozmyślał nad tym, jakich nieprzyjaciół najlepiej będzie skierować przeciw złym i niewdzięcznym ludziom. W końcu udało mu się stworzyć istoty dużo straszniejsze, niż cokolwiek, co widziano do tej pory. Były niezwykle przebiegłe, złośliwe i bezlitosne. Nie można było ich zranić, bo nie miały ciał - dopiero, gdy same zdecydowały się przybrać jakąś postać, można było z nimi walczyć. Nadal jednak było to niezwykle trudne, gdyż te stworzenia umiały nie tylko zmieniać swój wygląd, ale też rzucać różnego rodzaju czary, zwodzić, oszukiwać, dręczyć i zabijać. Nie potrzebowały jadła, ani napoju, nie odczuwały zmęczenia ani samotności. Nie potrafiły za to kochać, nikomu nie okazywały miłosierdzia i dla nikogo nie miały szacunku. Zitar nazwał te stworzenia demonami i czym prędzej posłał je na ziemię, a te od razu przystąpiły do dzieła.

Skończyły się spokojne czasy dla ludzkiego rodu. Ucichły waśnie, ale śmiechy również. Wszystkie uczucia zastąpił strach - i te złe, i te dobre. Tak, jak przewidział Zitar, ludzie zaczęli trzymać się razem i próbowali bronić się nawzajem, niewiele im to jednak dało. Na przemian atakowani przez potwory, zwodzeni przez czary, straszeni na śmierć i zabijani przez niewyjaśnione katastrofy wymierali w zastraszającym tempie. Nie minęło wiele czasu, a ludzkość stanęła na krawędzi upadku.

Bogowie szybko domyślili się, kto zesłał tę plagę i nakazali Zitarowi czym prędzej naprawić wyrządzone szkody. On sam także zaczął dostrzegać, że jego dzieło przyniosło światu dużo więcej szkody niż pożytku i zaczął żałować swojego uporu. Teraz było już jednak za późno, bo nawet bóg nie jest w stanie odwrócić czegoś, co już uczynił.

Zitar, widząc jak bardzo rozzuchwaliły się powołane przez niego na świat istoty wezwał je do siebie i nakazał im zaprzestać prześladowania ludzkości, która otrzymała już odpowiednią nauczkę. Demony jednak nie chciały go słuchać. Zaśmiały się tylko i zawołały:

- My nie mamy panów! Nie kłaniamy się nikomu! Żyjemy, by niszczyć i nie damy sobie odebrać raz danej wolności!

Wtedy stwórca demonów wpadł w straszny gniew. A wściekłość tego boga sprawia, że cała ziemia drży ze zgrozy, najgroźniejsze bestie chowają się w norach jak króliki, złoczyńcy zaś padają na ziemię przygnieceni ciężarem swoich win. Wszystkie wulkany wybuchły w tym samym momencie, światło błyskawic oślepiło wszystkich, którzy byli na tyle nieostrożni, by spojrzeć w niebo, huk gromów zagłuszył wszystkie inne dźwięki. Zitar wyklął swoje dzieci i rozesłał je na krańce świata, a te zrobiły wszystko, by na jakiś czas ukryć się przed jego wzrokiem. Od tej pory, gdy jakiś demon nieopatrznie wypowie imię swojego stwórcy, ten daje znak w postaci płomienia lub gromu, dzięki czemu wszyscy w okolicy wiedzą, kogo należy się wystrzegać.

Pozostali bogowie również chcieli pomóc tej garstce ocalałych i postarać się, by w przyszłości mieli większe szanse w starciu z dziećmi Zitara. Igrae poumieszczała w kniejach miejsca, które nazwała uroczyskami. Od tej pory, żaden z demonów nie tylko nie był w stanie przekroczyć ich granic, ale i nie widział, co działo się wewnątrz. W uroczyskach niemożliwe stały się kłamstwa i przemoc, a wszelkie złe czary traciły swoją moc. Deher ukrył w ziemi pewne kamienie, które później nazwano granatami, mające moc odganiania demonów, a Oris nadała podobne właściwości pędom rozmarynu. Tokeyar opracował metody sporządzania amuletów, mających chronić ludzi przed śmiercią z rąk złych duchów. Erva opracowała metody rozpoznawania oszustów, a Lirasil długo zsyłał na ludzi sny, opisujące im zarówno historię demonów, jak i sposoby na to, by się przed nimi bronić. 

Na sam koniec do pracy przystąpili Fados i Adione. Bogini mądrości zstąpiła na ziemię jako pierwsza i zaczęła powierzać wybranym przez nią ludziom sekrety magii. Bóg-prawodawca najpierw postarał się, by promienie wschodzącego słońca odbierały demonom część ich mocy, a potem również ukazał się ludziom, by przekazać im, czym jest sprawiedliwość i wyznaczyć przywódcę, który będzie jej strzegł. Ale to już inna historia.

Minęły tysiące lat, a demony nigdy więcej nie zaatakowały w taki sam sposób. Z obawy przed swoim twórcą zaczęły też unikać siebie nawzajem, by ich spotkanie nie zwróciło na nich jego uwagi. Po jakimś czasie zaczęły też nienawidzić swoich pobratymców, dlatego do dziś mają opinię samotnych łowców, zaciekle broniących swojego terytorium. 

Nie oznacza to jednak, że demony zniknęły. Wręcz przeciwnie: wciąż jest ich wiele i od czasu do czasu jakiś człowiek ma to nieszczęście, by natknąć się na jednego z nich. Niekiedy zjawiają się w zwierzęcej lub ludzkiej postaci, niekiedy starają się przerażać swoim wyglądem, a czasem cichaczem zakradają się do ludzkich siedzib w swej prawdziwej, bezcielesnej formie. Nie zawsze też atakują w taki sam sposób. Zdarza się, że zjawiają się znienacka, niczym burzowe chmury, niszcząc wszystko na swojej drodze. Innym razem szepczą ludziom do ucha, namawiając ich, by czynili zło. Czasami pojawiają się w przebraniu i udają życzliwych, by zwabić kogoś w pułapkę. Niektórzy byli na tyle nieostrożni, by powierzyć któremuś z demonów swoje losy, przez co prędzej czy później spotykał ich straszny koniec. Zdarzało się nawet, że całe wioski lub miasta dawały się zwieść złemu duchowi na tyle, by zacząć oddawać mu cześć i składać mu ofiary. Za każdym razem, gdy te istoty się gdzieś pojawiają, przynoszą ze sobą zepsucie i nieszczęścia. Bądźcie więc ostrożni i miejcie oczy otwarte, bo nigdy nie wiadomo, gdzie się czają i co knują tym razem.