Żyła kiedyś pewna dostojna, bogata i mądra księżna, która znała wszelkie tajniki magii. Umiała czytać w gwiazdach, przemieniać siebie i innych, tworzyć rozmaite widziadła, leczyć rany i zsyłać choroby. Niechętnie jednak dzieliła się swoją wiedzą i rzadko korzystała z niej tak, by jej czary mogły się komuś przysłużyć. Całymi dniami siedziała zamknięta w swoim zamku i studiowała przeróżne księgi, szukając w nich sposobów na spełnienie swoich coraz to nowych zachcianek. Aż któregoś dnia udało jej się odkryć pradawne zaklęcie, które pozwalało przywoływać do siebie upiory i wydawać im rozkazy. Gdy przekonała się, jak wielka i straszliwa władza przypadła jej w udziale, przestała zważać na jakiekolwiek prawa i słuchać czyichkolwiek rad, czy napomnień. Czuła się już większą panią od samej królowej i gardziła zarówno biedniejszymi jak i równymi sobie. Jej serce stało się zimne jak lód - nikomu nie okazywała litości i okrutnie mściła się za każdą, nawet najdrobniejszą zniewagę.
A kiedy wieści o jej niecnych postępkach w końcu dotarły do uszu królowej, ta zawrzała gniewem. Natychmiast odebrała księżnej tytuł i ziemię, a następnie wygnała ją z królestwa. Czarownica poprzysięgła władczyni zemstę i całymi dniami rozmyślała tylko o tym, jak mogłaby użyć swej mocy, by jak najdotkliwiej zranić nieprzyjaciółkę.
W końcu przypomniała sobie, że królowa miała dziecko - śliczną, dwuletnią córeczkę o kasztanowych lokach i dużych oczach. Czarownica wezwała więc najszkaradniejszego z podległych jej upiorów i rozkazała mu porwać królewnę, a potem wrzucić ją do morza w jego najgłębszej i najbardziej burzliwej części. Potwór natychmiast skierował się do zamku. Leciał szybciej niż wiatr i już po kilku minutach dotarł do celu. Był środek nocy, więc wszystkie bramy były szczelnie zamknięte, a stu wartowników pilnowało, by nikt nie mógł dostać się do środka. Upiorowi to jednak nie przeszkadzało - wystarczyło zmienić się w cień, przesuwający się po zamkowych murach, a potem niepostrzeżenie przecisnąć się przez szparę w drzwiach. Gdy znalazł się w pałacowym korytarzu, przybrał na powrót swoją prawdziwą postać, a był tak odrażający, że gdy na jednym z korytarzu napotkał młodą pokojówkę, wystarczyło, by wyszczerzył do niej zęby, a dziewczyna natychmiast skonała ze strachu. Upiór dotarł w końcu do komnatki, gdzie spała mała królewna, chwycił uśpioną dziewczynkę i wyleciał z nią przez okno. Szybował z nią w przestworzach aż w końcu dotarł do morza i zatrzymał się w miejscu, które wskazała mu księżna. Już miał rzucić dziecko w głębiny, ale przyjrzał mu się dokładnie i przyszedł mu do głowy inny pomysł. “Cóż to za słodkie maleństwo.” pomyślał upiór. “A do tego pulchniutkie i delikatne. Czy zamiast tak po prostu je wyrzucić nie lepiej byłoby gdzieś je schować aż trochę podrośnie, a potem zjeść? W końcu rzadko zdarza się okazja, by schrupać królewnę.”. Im dłużej nad tym rozmyślał, tym mniej był chętny, by wypełnić co do joty rozkaz swojej pani. Upiór zawrócił więc i skierował się w stronę gór. Dotarł do pewnej doliny, gdzie, jak wiedział, ukryte było wejście do siedziby gnomów. Odnalazł je bez trudu i położył przed nim śpiące dziecko, po czym wrócił do swojej pani, by oznajmić jej, że wykonał zadanie. Tymczasem słońce wzeszło, a gnomy wyszły na powierzchnię ziemi. Gdy zobaczyły dziewczynkę, zachwyciły się jej urodą i czym prędzej zaniosły ją do swojej podziemnej siedziby. Jak tylko dziecko w końcu się obudziło, spostrzegło, że otacza je cały rząd małych, łysych stworków z długimi nosami. Od tej pory mała królewna mieszkała w podziemnej siedzibie gnomów, a te wspaniale się bawiły karmiąc ją, ubierając, rozśmieszając ją i obsypując prezentami.
Tak minęło sześć lat. Przez ten czas dziewczynka urosła tak bardzo, że podziemne tunele zrobiły się dla niej za ciasne. Stała się też ciekawska i głośna, a gnomom coraz trudniej było jej upilnować. A kiedy któregoś dnia zasypała jeden z pokoi ziemią próbując wykopać korytarz prowadzący na zewnątrz, mieszkańcy podziemia uznali, że nie chcą już dłużej jej trzymać w swoim domu. Poczęstowali ją więc ciastkami doprawionymi proszkiem nasennym. Gdy dziewczynka zasnęła, gnomy wyniosły ją głęboko w las i zostawiły w miejscu, z którego sama nigdy nie byłaby w stanie wrócić do ich nory. Potem cichutko się oddaliły, uważając, by przypadkiem jej nie zbudzić.
Dziewczynka obudziła się jakiś czas później i ze zdumieniem spostrzegła, że jest zupełnie sama w nieznanym miejscu. Z początku spodobał jej się las, którego nigdy dotąd nie widziała i biegała po okolicy starając się wszystkiemu przyrzeć, dotknąć i powąchać. W końcu jednak zmęczyła się i zapragnęła wrócić do siedziby gnomów. Nie wiedziała jednak, gdzie ona się znajduje więc pozostawało jej tylko iść na oślep i liczyć na to, że w końcu uda jej się jakoś znaleźć właściwą ścieżkę. Kiedy tak szła przed siebie natknęła się na młodego mężczyznę w myśliwskim stroju z kołczanem na plecach i łukiem na ramieniu.
- Witaj, malutka - zwrócił się do dziewczynki - To nie jest miejsce na samotne spacery. Skąd się tu wzięłaś?
- Obudziłam się pod drzewem. - odpowiedziała - Gnomy zrobiły mi brzydki dowcip. Muszę je znaleźć i natrzeć im uszu!
- A jak ci na imię? - zapytał myśliwy.
- Nie wiem. Gnomy mi tego nie powiedziały, a mieszkałam z nimi odkąd byłam bardzo mała. Opowiadały, że ktoś zostawił mnie przed wejściem do ich nory
Myśliwy uśmiechnął się słysząc te słowa. “To mój szczęśliwy dzień” pomyślał i tak zwrócił się do dziewczynki:
- Chętnie ci pomogę, ale najpierw musisz poznać pewną tajemnicę. Nadstaw uszko, a powiem ci ją szeptem
Dziewczynka nadstawiła uszko, a mężczyzna nachylił się ku niemu, po czym odgryzł je i połknął. Natychmiast rozpoznał smak królewskiej krwi i zaśmiał się, uszczęśliwiony.
- Nareszcie cię znalazłem! - zawołał, po czym z myśliwego przemienił się w upiora (a był to ten sam upiór, który niegdyś porwał z pałacu małą królewnę). Następnie chwycił dziewczynkę w swoje szpony i zaniósł ją na szczyt najwyższej góry tak stromej, że nawet najzwinniejszym nie udałoby się wdrapać na jej czubek.
- Zaczekaj tu do rana - zaskrzeczał - Wrócę po ciebie, gdy zmoczy cię poranna rosa - wtedy będziesz najsmaczniejsza. To będzie wyborne śniadanie!
Upiór zarechotał i odleciał. Dziewczynka została sama na szczycie góry. Próbowała wołać o pomoc, ale z tej wysokości żadna żywa dusza nie mogła jej usłyszeć. Wkrótce zapadła noc, a biedne dziecko wciąż tkwiło w tym samym miejscu, płacząc z bólu, trzęsąc się ze strachu i szczękając zębami z zimna. Nagle dziewczynka dostrzegła na niebie jakiś lśniący punkt, który coraz bardziej się do niej przybliżał. Nie był to upiór, a wielki ptak, o ostrym dziobie i rozłożystych skrzydłach. Gdy był już blisko góry, można było poznać, że to piękny orzeł pokryty złotymi piórami, które lśniły w świetle księżyca.
Ptak zatoczył koło i wylądował obok dziewczynki.
- Skąd się tu wzięłaś? - zapytał orzeł.
- Przyniósł mnie tu wstrętny potwór, a rano wróci, żeby mnie zjeść! - zaszlochała dziewczynka.
- Jestem silny i szybki - odrzekł jej na to ptak. - Mogę wziąć cię na plecy i zanieść daleko stąd. Ale najpierw obiecaj mi, że gdy dorośniesz, przyjdziesz do mojego gniazda i zostaniesz moją żoną.
Dziewczynka złożyła obietnicę, bo co innego mogła zrobić? Złoty orzeł pomógł jej się wspiąć na swój grzbiet i kazał mocno objąć się za szyję. Gdy go posłuchała, ptak wzbił się w powietrze z dzieckiem na plecach. Lecieli tak, aż do wschodu słońca, kiedy spostrzegli, że upiór ruszył za nimi w pościg i już zaczął ich doganiać. Orzeł przyspieszył lot, ale zmora zrobiła to samo i tak ścigali się w powietrzu, aż w końcu, gdy przelatywali nad wielkim jeziorem byli już tak blisko siebie, że dziewczynka mogła poczuć na karku oddech jej prześladowcy.
Złoty orzeł był silny i nie bał się stoczyć walki z upiorem. Machał skrzydłami, dźgał przeciwnika dziobem, wbijał szpony w jego oślizgłe ciało. Upiór nie był mu dłużny - to wystawiał pazury i drapał nimi ptaka, to z jego brzucha wysuwały się macki chcące opleść przeciwnika, to jego stopy przybierały kształt wielkich młotów i próbowały rozbić uciekinierom głowy. Gdy orzeł próbował uchylić się przed takim ciosem, dziewczynka zsunęła się z jego grzbietu i spadła wprost do jeziora. Na jej szczęście akurat przepływała tamtędy mała łódź rybacka. Płynący nią mężczyźni zobaczyli jak dziewczynka wpada do wody i od razu podpłynęli w to miejsce, aby ją stamtąd wyciągnąć. Podali małej wiosła i wciągnęli ją do swojej łodzi, a jeden z nich okrył dziecko swoją kurtką.
Tymczasem orzeł i upiór dalej zaciekle walczyli w powietrzu. W końcu złotemu ptaku udało się rozedrzeć głowę przeciwnika na pół i zabić go. Gdy szczątki upiora pogrążyły się w jeziornej toni, orzeł odleciał i zniknął pomiędzy chmurami.
Rybacy patrzyli na to wszystko ze zdumieniem i zgrozą. Gdy minęło kilka chwil, zaczęli mocno uderzać wiosłami, by jak najszybciej zejść na brzeg, bo nie chcieli zostać na jeziorze ani chwili dłużej. Gdy wszyscy znaleźli się już na suchym lądzie, dziewczynka opowiedziała swoją historię, a mężczyźni zabrali ją do swojej wioski. Tam powtórzyli wszystko rodzinom i przyjaciołom, a ci wysłuchali ich z przejęciem i każdy chciał z bliska zobaczyć dziewczynkę. Jedna z kobiet miała zamiar opatrzyć ranę jaką zadały nieznajomej zęby upiora, ale gdy ta odgarnęła włosy okazało się, że odgryzione ucho odrosło, a po ukąszeniu została tylko cienka blizna.
Mieszkańcy wioski byli bardzo tym wszystkim zdumieni i nie wiedzieli co począć. Postanowili więc zaprowadzić dziewczynkę do miejscowego kapłana, który znany był w całej okolicy ze swej mądrości. Ten wysłuchał dziwnej opowieści, uważnie przyjrzał się nieznajomej, zastanowił się przez chwilę, a w końcu powiedział:
- Niezwykłe przygody zdarzają się tylko niezwykłym osobom. Skoro wszyscy byliście świadkami dziwnej przygody tego dziecka to nie ma wątpliwości, że nie jest mu pisane spokojne i wypełnione pracą życie, takie, jakie wy wiedziecie. Spróbujcie raczej zebrać trochę pieniędzy i zabierzcie ją gdzieś, gdzie będzie mogła nauczyć się ujarzmić tę magię, która ją otacza i zsyła jej niezwykłe przygody. Na pewno będzie z niej wspaniała czarodziejka. A jeśli chodzi o imię, to najlepszym będzie Illena - doskonale pasuje do dziewczynki, która spadła z nieba.
Mieszkańcy wioski posłuchali rad swojego kapłana i zawieźli dziewczynkę - zwaną odtąd Illeną - do miejsca, gdzie nauczano rzucania zaklęć, odczytywania znaków i odkrywania tajemnic. Dziewczynka uczyła się pilnie, a kiedy przestała już być dzieckiem nie było takiego czaru, którego by nie znała. Gdy minęło dwanaście lat, Illena, tak jak przepowiedział jej kiedyś mądry kapłan, była już prawdziwą czarodziejką, dumną, silną i odważną. Była też jednak rozsądna i miała dobre serce, dlatego nigdy nie używała swojej mocy, by komukolwiek szkodzić, ale starała się przede wszystkim pomagać i chronić tych, którzy sami nie potrafili obronić się przed potworami, złymi czarami i innymi nieszczęściami. Szczególnie zaciekle tępiła upiory - żaden nie był w stanie się przed nią ukryć, oszukać jej przebraniem ani pokonać w walce. Nie wiedziała jednak, że w ten sposób znalazła sobie wroga w osobie wygnanej księżnej. Ta, choć minęło tyle czasu, w ogóle się nie zmieniła - wciąż otaczała się najbardziej odrażającymi z istot i nadal wzbudzanie w ludziach trwogi było jej największą radością. Ukryła się za górami, gdzie z pomocą magii zbudowała sobie wieżę z czarnego kryształu. Gdy odkryła, że wysyłane przez nią upiory są zwalcza nieznana czarodziejka, natychmiast zapragnęła się jej pozbyć. Próbowała też dowiedzieć się jak najwięcej o pochodzeniu i przeszłości Illeny, ale dziwnym trafem ani jej magia, ani wróżby, ani posłańcy nie byli w stanie nic jej powiedzieć. “Jest w niej jakaś tajemnica” pomyślała. “Lepiej będzie nie walczyć z nią i nie zbliżać się do niej, ale znaleźć jakiś sposób, by przestała mi szkodzić”. W końcu wpadła na pewien pomysł. Kazała kilku upiorom przybrać ludzką postać i rozgłosić pewną plotkę. Wkrótce w różnych zakątkach królestwa ludzie zaczęli powtarzać sobie zasłyszaną nowinę, aż w końcu i jedna z dam dworu królowej powtórzyła jej zasłyszane już od paru osób słowa:
- Czarodziejka Illena przechwala się, że gdyby chciała, bez problemu odnalazłaby zaginioną królewnę. Ale gdy ktoś ją pyta, czemu tego nie zrobi, mówi, że szkoda jej czasu dla tak błahej sprawy.
Królowa, usłyszawszy to, wpadła w furię. Nie mogła znieść myśli, że ktoś jawnie szydzi z jej nieszczęścia i natychmiast kazała sprowadzić Illenę.
- Doszły mnie słuchy, że potrafisz zrobić to, czego od wielu lat nie udało się dokonać nikomu w całym królestwie - powiedziała jej - Wiem, co rozpowiadałaś i powinnam była surowo ukarać cię za tę zniewagę. Ale skoro odnalezienie zaginionej królewny to dla ciebie błahostka, rozkazuję ci sprowadzić ją tu w trzy miesiące. Jeśli ci się to uda, przebaczę ci wszystko. Jeśli nie, marny twój los.
Illena próbowała się tłumaczyć, ale królowa nie chciała nawet słuchać jej wyjaśnień. Powtórzyła tylko swoje życzenie i zabroniła jej wracać, aż nie znajdzie królewny. Potem kazała wyrzucić czarodziejkę za drzwi i poszczuć psami, gdyby próbowała zawrócić. Illena, chcąc nie chcąc, musiała spróbować rozwiązać tę zagadkę. Szybko jednak przekonała się, że łatwiej byłoby jej znaleźć diament w bagnie. Czarodziejka robiła co mogła - rzucała różne zaklęcia, obserwowała jak poruszają się gwiazdy, patrzyła w wodę i w dym, ale nigdzie nie znalazła odpowiedzi. W końcu przypomniała sobie jak wiele lat temu jeden z nauczycieli opowiadał jej o srebrnym drzewie, rosnącym na środku pustyni, które znało odpowiedź na każde pytanie. Bez chwili wahania dosiadła więc swojego konia i wyruszyła w drogę. Podróż była długa i uciążliwa. Illena nie tylko musiała znosić skwar i zmęczenie, ale i przez cały czas towarzyszył jej bardzo dokuczliwy komar, którego nijak nie mogła się pozbyć. W końcu jednak udało jej się dotrzeć do samego środka pustyni, gdzie rosło srebrne drzewo. Było jeszcze piękniejsze niż się spodziewała - jego liście przypominały małe, misternie zrobione rzeźby, gałęzie lśniły tak, że patrząc na nie trzeba było mrużyć oczy, a kiedy głaskał je wiatr zamiast szumieć, brzęczały jak małe dzwoneczki. Illena usiadła pod drzewem, oparła się plecami o pień, zamknęła oczy i zadała swoje pytanie:
- Jak mogę odnaleźć zaginioną królewnę?
Wtedy jeden z liści spadł wprost na jej dłoń. Illena spostrzegła, że drobnymi literami zapisano na nim “Udaj się do Orlego Gniazda w pobliżu góry, z której kiedyś uciekłaś. Tam znajdziesz wszystko, czego szukasz”. Jak tylko dziewczyna odczytała te słowa, poczuła przeszywający ból w prawym uchu, po czym wypłynęła z niego strużka krwi. Jedna z czerwonych kropli spadła na srebrny liść, a wtedy Illena przypomniała sobie o złotym orle, którego kiedyś przyrzekła poślubić. Natychmiast wsiadła na konia i zawróciła. Ludzie, których spotykała po drodze niekiedy pytali ją o dziwną ranę, która nie chciała się goić. Niekiedy Illena opowiadała im o złotym orle, a wtedy zawsze słyszała w odpowiedzi tę samą radę:
- Musisz go znaleźć i zabić. Tylko tak się od niego uwolnisz.
Illena jednak, choć przerażała ją myśl o złożonej w dzieciństwie obietnicy, nie chciała skrzywdzić kogoś, komu zawdzięczała życie. Pragnęła tylko wypełnić swoją misję i odnaleźć tajemnicze gniazdo, bo wierzyła, że wtedy będzie wiedziała co robić.
Gdy dotarła we wskazane miejsce, zauważyła, że obok drogi leży złote pióro, długie jak jej ramię. Illena schyliła się, by je podnieść, a wtedy kawałek jej ucha oderwał się i upadł na ziemię. Było to bolesne, ale dzięki temu wiedziała, że jest na dobrej drodze. Jechała więc przed siebie, a rozrzucone tu i ówdzie złote pióra wskazywały jej drogę. Za każdym razem, gdy Illena brała jedno z nich do ręki traciła mały kawałek ucha. Gdy odpadło już całe, czarodziejka dotarła do pewnego zamku, który wyglądał na opuszczony. Nad wejściem wyryty był napis: “Witaj w Orlim Gnieździe. Wejdź i pytaj, ale nie czekaj na odpowiedź”. Brama była otwarta, więc Illena mogła wraz z koniem wkroczyć na dziedziniec. Tam na spotkanie wyszedł jej mężczyzna o jasnych oczach i ponurej twarzy. Przywitał ją uprzejmym ukłonem, ale nie odpowiedział na jej pozdrowienie. Illena wyjaśniła mu, co ją tu sprowadza i spytała, czy wie coś o zaginionej królewnie. Ten tylko wbił wzrok w ziemię pod jej stopami.
- A nie widziałeś gdzieś w okolicy złotego orła? - spytała Illena. Mężczyzna w odpowiedzi wskazał najpierw na bramę, a potem na niebo. Gdy Illena poprosiła go, by pozwolił jej zatrzymać się w zamku na kilka dni, skinął głową na znak, że się zgadza. Zaprowadził ją do środka, przygotował coś do zjedzenia, oprowadził po swoim domu i przez cały czas był dla niej uprzejmy, choć nie odezwał się ani słowem. Illena mówiła więc za dwoje i nawet nie zauważyła jak opowiedziała nieznajomemu całą swoją historię. Obydwoje bardzo szybko poczuli się tak dobrze w swoim towarzystwie, jakby znali się od dawna. Gdy późnym wieczorem Illena kładła się spać już niemal zapomniała o wszystkich swoich troskach i kłopotach.
Jednak w środku nocy obudziły ją jakieś żałosne jęki dochodzące jakby z podziemi. Były tak głośne, że Illena nie mogła już zasnąć tej nocy i ucichły dopiero o wschodzie słońca. W tym samym momencie czarodziejka zdała sobie sprawę, że jej ucho odrosło.
Rankiem postanowiła wybrać się na przejażdżkę po okolicy i poszukać jakichś śladów królewny i orła. Próbowała namówić mężczyznę, by jej towarzyszył, ale ten tylko kręcił głową, więc w końcu wyruszyła sama. W okolicy nie znalazła jednak niczego, oprócz kilku złotych piór, więc w końcu wróciła do zamku.
Drugiej nocy Illena znów usłyszała to samo zawodzenie. Tym razem było jeszcze głośniejsze i tak żałosne, że słuchając go, dziewczyna miała łzy w oczach. Tak jak ostatnio jęki ucichły o wschodzie słońca. Rano gdy Illena znów spotkała się z niemym gospodarzem, opowiedziała mu, co działo się w nocy. Ten zaprowadził ją do zamkowych podziemi i pokazał jej wnętrze lochu. Były tam trzy puste cele, otwarte na oścież. Ich widok przekonał Illenę, że rzeczywiście nikogo tam nie ma, ale wspomnienie tego, co działo się w nocy nie dawało jej spokoju. Tym razem spędziła cały dzień w zamku, a jej jedyny towarzysz robił co mógł, by umilić jej czas.
Gdy trzeciej nocy usłyszała jęki, od razu wstała z łóżka, by sprawdzić, skąd dochodzą. Dźwięk zaprowadził ją do tego samego lochu, który pokazał jej wcześniej niemy gospodarz. Illena zajrzała do środka i zobaczyła trzy młode, piękne kobiety przykute łańcuchami do ściany. Te błagalnie wyciągnęły ręce w jej stronę prosząc o ratunek. Zdjęta litością Illena bez wahania do nich podbiegła i dotknęła każdego z łańcuchów wypowiadając przy tym zaklęcie. Ale jak tylko kajdany opadły, jedna z dziewcząt przemieniła się w ziejącego ogniem byka, druga w węża o siedmiu głowach, a trzecia w pokrytego futrem człowieka z głową i skrzydłami nietoperza. Zanim Illena zdążyła cokolwiek zrobić, zęby z wszystkich siedmiu wężowych paszcz naraz wbiły się w jej ciało, a dziewczyna zemdlała z bólu. Wtedy kobieta-nietoperz wzięła ją na plecy, a byk z wężem na grzbiecie pobiegł przodem i swoim oddechem zamieniał w popiół każdą przeszkodę, jaką napotkał na swej drodze. Osobliwy orszak opuścił Orle Gniazdo i udał się prosto do kryształowej wieży, na jej najwyższe piętro.Tam czekała już księżna-czarownica ze specjalnie przygotowaną żelazną klatką. Trzy potwory wrzuciły Illenę do środka, a potem zamknęły ją na kłódkę. Wtedy młoda czarodziejka ocknęła się, a księżna przemówiła do niej tak:
- Teraz wreszcie mam pewność, że nigdy więcej nie wejdziesz mi w drogę. Tutaj kończą się i twoje poszukiwania i twoje życie. To ja kazałam porwać córkę królowej. To ja skłoniłam jej matkę, by zleciła ci niemożliwą misję. To ja byłam komarem, który za tobą podążał. Miałam nadzieję, że zechcesz szukać królewny na dnie morza, gdzie leży od lat i utoniesz w czasie sztormu. Ale to nawet lepiej, że los sprowadził cię w te okolice. Teraz będziesz siedzieć w tej klatce tak długo, aż umrzesz z głodu. Jak myślisz, długo ci to zajmie?
Powiedziawszy to, kobieta złośliwie się zaśmiała i wyszła wraz z trójką swoich towarzyszy zostawiając Illenę samą. Bezradna i zrozpaczona dziewczyna mogła tylko siedzieć skulona w swoim więzieniu, a było ono tak ciasne, że nie była w stanie ani się podnieść, ani nawet rozprostować nóg.
Aż tu nagle, nie wiadomo skąd, zjawił się złoty orzeł. Okna w wieży nie były na tyle duże, by mógł dostać się do środka, ale udało mu się wsadzić tam nogę i pazurem otworzyć kłódkę, na którą zamknięta była żelazna klatka. Wtedy Illena czym prędzej z niej wyskoczyła i wdrapała się na grzbiet ptaka. Już mieli razem odlecieć, ale nagle do sali wbiegł byk i, widząc uciekinierów, skoczył do okna, po czym zaczął zionąć na nich ogniem. Płomienie dosięgły orlich skrzydeł i boleśnie je oparzyły. Orzeł robił co mógł, by nie spaść, ani nie upuścić Illeny, ale w końcu musiał obniżyć lot i w końcu obydwoje upadli na ziemię. Na ich szczęście wylądowali wewnątrz pewnego uroczyska. Gdy Illenie udało się podnieść, natychmiast podbiegła do miejsca, gdzie, jak się jej zdawało, upadł orzeł. Jednak zamiast ptaka znalazła tam człowieka z poparzonymi ramionami, w którym rozpoznała jasnookiego mężczyznę z Orlego Gniazda. A ponieważ w uroczysku nie można kłamać, a wszelkie złe czary tracą swoją moc, ten przemówił do niej po raz pierwszy.
- Najdroższa Illeno, wybacz mi, że chciałem cię oszukać. Przez moją klątwę nie mogę mówić, gdy jestem w swoim zamku, a po przekroczeniu jego progu, przemieniam się w złotego orła. Miało to trwać do dnia, w którym córka królewskiej krwi urodzi moje dziecko. Ty byłaś pierwszą, do której udało mi się zbliżyć. Od razu wiedziałem kim jesteś, bo twoje ciało otacza świetlista łuna, której ludzkie oczy nie widzą, ale orle dostrzegają bez problemu. Tak bardzo pragnąłem uwolnić się od klątwy, że skorzystałem z okazji i wymusiłem na tobie obietnicę. Ale jak tylko znów cię ujrzałem, dotarło do mnie, jak niesprawiedliwie i okrutnie wtedy postąpiłem. Twoja rana zagoiła się, gdy postanowiłem zwolnić cię z przysięgi. Nie zasługujesz na to, by być uwiązana do kogoś takiego, a ja za bardzo cię kocham, bym mógł cię do tego zmuszać. Wybacz mi. Jeśli chcesz, zaniosę cię do pałacu twojej matki, a potem już więcej mnie nie zobaczysz.
Illena była tak zaskoczona, że nie wiedziała, co powiedzieć. Smutek, radość i gniew mieszały się w jej umyśle, nie pozwalając jej myśleć jasno. W końcu dotknęła skóry mężczyzny w miejscu oparzeń i wyszeptała zaklęcie, które sprawiło, że natychmiast zniknęły. Potem wzięła go za rękę i wyprowadziła poza granice uroczyska, gdzie znów przybrał postać orła.
- Zabierz mnie z powrotem do zamku - poprosiła i usiadła mu na grzbiecie.
Orzeł wzbił się w niebo, a wtedy siedząca mu na grzbiecie czarodziejka spostrzegła w dole ścigającą ich księżną.
- Leć szybciej! - zawołała - Musimy dotrzeć do zamku przed nią. Nie możemy dać się zaskoczyć po raz drugi.
Orzeł posłuchał jej i zaczął szybciej machać skrzydłami, by jak najprędzej dotrzeć do celu. Illena i jej towarzysz razem schronili się w Orlim Gnieździe. Po przekroczeniu progu zamku orzeł znów przybrał ludzką postać. Obydwoje już mieli biec po miecze i tarcze, gdy nagle dał się słyszeć donośny huk. To księżna swoją mocą wybiła dziurę w murze. Teraz stała tam z ogniem w oczach i wściekłym grymasem na twarzy. Illena podeszła do niej i, patrząc jej w oczy, powiedziała:
- Kazałaś mnie utopić, a ja nawet nie zmoczyłam stóp. Próbowałaś mnie spalić, a ja nawet nie poparzyłam dłoni. Chciałaś zagłodzić mnie na śmierć, a jednak stoję przed tobą, silna i gotowa do walki. Co zrobisz teraz?
Gdy czarownica zrozumiała, co znaczą te słowa wpadła w taką wściekłość, jak jeszcze nigdy w życiu. Zaczęła przeraźliwie krzyczeć, a z jej ust wyleciał snop iskier. Gdy dotknęły ziemi zmieniły się w wielkiego lwa z płonącą grzywą, który z głośnym rykiem ruszył na Illenę. Ta zagwizdała, a z jej oddechu wyłonił się ogromny biały niedźwiedź. Dopadł lwa, otworzył paszczę, a wtedy wypłynął z niej strumień zimnej wody i zgasił płomienie na głowie wielkiego kota. Powalony zwierz przemienił się w chmarę szerszeni, które zaatakowały niedźwiedzia, ale ten przeistoczył się w chmurę dymu, przez co cały rój udusił się w kilka chwil. Wtedy czarownica tupnęła, przez co w ziemi utworzyła się szczelina. Wypełzły z niej fioletowe płomienie i zaczęły sunąć w stronę Illeny, aż w końcu otoczyły ją ciasnym pierścieniem. Ale nie były w stanie jej przerazić, więc nie mogły zrobić jej krzywdy. W końcu Illena przemieniła się w piorun i uderzyła swoją przeciwniczkę z taką siłą, że została z niej tylko kupka popiołu.
Illena znów wsiadła na grzbiet złotego orła i razem wzbili się w powietrze. Tym razem polecieli prosto do miasta, gdzie stał pałac królowej. Widok wielkiego ptaka z człowiekiem na grzbiecie, którego złote skrzydła niemal dotykały dachów domostw był tak niezwykły, że aż wszyscy wybiegli na ulicę, by mu się przyjrzeć. Jak tylko zorientowali się, że orzeł podąża do pałacu, również się tam udali, żeby popatrzeć, co się stanie. Kiedy złoty wierzchowiec Illeny wylądował przed samym wejściem, także i mieszkańcy tej rezydencji wybiegli na zewnątrz rzucić na niego okiem. Królowa również wyszła na dziedziniec, a wtedy czarodziejka zsiadła z orlego grzbietu.
- Odnalazłam zaginioną królewnę - powiedziała Illena.
- Więc gdzie ona jest? - zapytała królowa.
- Stoi przed tobą, wasza wysokość - powiedział orzeł - Światło, którego nie widzisz otacza i twoją postać i postać twej córki Illeny. Wiele przeżyła i wiele wycierpiała, by móc do ciebie wrócić, ale teraz już nic jej nie grozi. Nie każ jej dalej tułać się po świecie i przyjmij z powrotem swoje dziecko.
Królowa nie mogła uwierzyć własnym uszom, ale w końcu dotarło do niej, że bogowie naprawdę wysłuchali jej próśb i zwrócili jej utraconą córkę. Przyjęła Illenę z otwartymi ramionami, a wszyscy zgromadzeni zaczęli głośno wiwatować na cześć królewny. W tym całym zamieszaniu nikt nawet nie zauważył jak złoty orzeł odleciał w nieznane.
Radosne czasy nastały teraz w królestwie. Królowa pragnęła, by wszyscy byli tak szczęśliwi jak ona sama, kazała więc otworzyć więzienia, obdarować ubogich, odświętnie przystroić miasta, bić w dzwony i śpiewać pieśni dziękczynne. W jej pałacu co chwilę organizowano uczty, bale i inne uroczystości, a wszyscy obecni zachwycali się królewną, jej urodą, szlachetnością i odwagą.
Mimo to Illena nie czuła się szczęśliwa. Wprost przeciwnie - choć miała teraz wszystko, czego mogłaby zapragnąć, nie mogła pozbyć się osobliwej melancholii, która ciągle czaiła się gdzieś w jej duszy i za nic nie dawała się przegnać. Minął rok, a to dziwne uczucie nie zniknęło.
Tymczasem wszyscy przywykli już do obecrozejrzeności królewny, a ministrowie i doradcy jej matki coraz częściej zaczęli napomykać o tym, że należałoby wydać ją za mąż. Królowa długo opierała tym sugestiom, bo bardzo nie chciała po raz kolejny rozstawać się z córką, w końcu jednak zgodziła się przynajmniej z nią o tym porozmawiać. Znalazła Illenę w ogrodzie, siedzącą przy fontannie. Przysiadła się do niej i zaczęła opowiadać o różnych znanych jej panach, królach i książętach, którzy z pewnością byliby chętni ubiegać się o jej rękę, gdyby tylko zechciała rozejrzeć się za kandydatem na męża. Gdy Illena wysłuchała słów matki, nagle dotarło do niej, co tak naprawdę przez ten cały czas ciążyło jej na sercu. Tym, co tak jej doskwierało, była tęsknota, a jej przyczyną - miłość.
- Wiem, że każdy z nich mógłby wiele dokonać i wiele poświęcić, aby mnie zdobyć - powiedziała w końcu - Ale jest też na świecie ktoś, kto kocha mnie tak bardzo, że był gotów ze mnie zrezygnować, by dać mi szczęście. A ja nie chcę nikogo innego.
Niedługo potem Illena pożegnała się z matką i udała się do Orlego Gniazda. Brama była tym razem zamknięta. Królewna próbowała pukać, ale nic to nie dawało.
- Złoty orle, złoty orle, wpuść swoją królewnę! - zawołała Illena, a wtedy brama otworzyła się na oścież. Królewna wbiegła do środka, a jasnooki mężczyzna także wybiegł jej na spotkanie. Obydwoje przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, by w końcu paść sobie w ramiona.
Zakochani pobrali się w uroczysku i zamieszkali razem w Orlim Gnieździe. Niektóre dni spędzali w zamku, a inne poza nim, na ziemi lub w powietrzu. Wspólne życie nie było łatwe, ale miłość i nadzieja dodawały obojgu sił i pomagały zachować cierpliwość. Aż w końcu, kiedy trzy lata później urodził im się synek, jego ojciec wydał okrzyk radości na widok dziecka i wtedy wiadomo już było, że klątwa straciła swoją moc. Niedługo potem Illena wraz z mężem i synkiem udała się do pałacu swej matki, by zamieszkać tam już na zawsze. Wszyscy czworo jeszcze przez wiele lat żyli razem, a kiedy w końcu umarli, jeszcze długo powtarzano w królestwie opowieść o zaginionej królewnie i złotym orle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz