niedziela, 19 listopada 2023

Handlarz niewolników i skrzydlata dziewczyna

     Któregoś upalnego, letniego dnia brodaty handlarz niewolników przejeżdżał konno przez gęsty las. Powietrze było ciężkie i duszne, a mężczyźnie, choć wciąż podróżował w cieniu bardzo doskwierał skwar, natomiast jego ubranie było mokre od potu. Jechał powoli, leniwie, rozglądając się od niechcenia. W pewnym momencie zatrzymał się, żeby odetchnąć i dostrzegł coś dziwnego na jednym z wysokich drzew. Gdy przyjrzał się dokładniej, spostrzegł, iż jest to jakaś tajemnicza, żywa istota - ni to człowiek, ni to ptak. Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej, a wtedy jego oczom ukazało się niezwykłe i zdumiewające zjawisko.

Na jednej z najwyższych gałęzi drzewa drzemała młoda dziewczyna. Była cudownie piękna, a u ramion miała parę dużych, błyszczących, pierzastych skrzydeł. Kiedy handlarz niewolników ją zobaczył, w jego oczach pojawił się błysk chciwości, a w umyśle powoli zaczął rodzić się plan zdobycia fortuny. W końcu doszedł do wniosku, że koniecznie musi schwytać tę istotę i zaczął się gramolić na drzewo, na którym spała. Posuwał się w górę powoli i z wysiłkiem, gdyż jego wiek i tusza nie pozwalały mu szybko się wspinać. W końcu jedna z gałązek złamała się, gdy mężczyzna na niej stanął, a jej trzask obudził śpiącą dziewczynę. Gdy spostrzegła zbliżającego się w jej stronę nieznajomego, przestraszyła się i natychmiast odfrunęła. Handlarz niewolników patrzył w ślad za nią z gniewnymi błyskami w oczach i poprzysiągł sobie, że nie spocznie, dopóki nie uda mu się schwytać tej istoty.

Codziennie wracał do lasu, by tropić skrzydlatą piękność, licząc na to, że w końcu uda mu się ją porwać. Okazało się to jednak trudniejsze niż przypuszczał. Instynkt podpowiadał dziewczynie, że nieznajomy ma wobec niej złe zamiary, stała się więc bardzo ostrożna i gdy tylko dostrzegła zbliżającego się człowieka, albo czym prędzej odfruwała albo siadała gdzieś na tyle wysoko, by mieć pewność, że nikt, kto nie ma skrzydeł jak ona nie zdoła jej dosięgnąć. Na próżno mężczyzna starał się ją dogonić, na próżno się skradał, na próżno zastawiał pułapki - piękność, którą ścigał reagowała na najcichszy szmer i dostrzegała każde poruszenie gałęzi czy liścia, a wtedy już wiedziała, że należy uciekać. 

Kiedyś handlarzowi niewolników przyszło do głowy, żeby zamiast ścigać swoją ofiarę, spróbować ją do siebie zwabić. Gdy któregoś dnia dziewczyna usiadła na szczycie stromej, wysokiej skały, mężczyzna podszedł do niej i, przybrawszy możliwie najbardziej przyjazny wyraz twarzy, zaczął do niej uprzejmie przemawiać.

- Zejdź na dół, miła panienko! - wołał do niej z dołu.

- Nie zejdę! - odpowiadała dziewczyna.

- Zejdź, to dam ci piękną wstążkę!

- A po co mi twoja wstążka?! Nie zejdę!

Handlarz chciał jeszcze coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzył usta, dziewczyna rozłożyła szeroko skrzydła i uciekła gdzieś w przestworza. Mężczyzna zaklął i wyniósł się z lasu, obiecując sobie, że następnym razem nie da się jej zbyć tak łatwo.

Innego dnia, gdy dziewczyna przycupnęła na szczycie wysokiego drzewa, mężczyzna znów spróbował ją czymś zanęcić.

- Miła panienko, zejdź na dół!

- Nie zejdę!

- Jak zejdziesz, dam ci złote trzewiczki!

- Jak miałabym latać w ciężkich butach?! Nie zejdę!

I zanim handlarz zdołał jej odpowiedzieć, wzbiła się w niebo. 

Gdy chciał spróbować po raz trzeci, dziewczyna akurat huśtała się na jednej z gałęzi sosny. Kiedy dostrzegła mężczyznę, posłała mu drwiący uśmiech, po czym wróciła do zabawy. 

- Zejdź na dół!

- Nie zejdę!

- Dam ci naszyjnik z pereł!

- Możesz zatrzymać te twarde perły! Nic od ciebie nie chcę! Nie zejdę!

Zniecierpliwiony handlarz zaczął wtedy wygrażać dziewczynie pięściami, krzyczeć na nią i grozić jej swoją zemstą, mówiąc, że nigdy nie da jej spokoju. Ona jednak wciąż chichotała, rozbawiona widokiem szalejącego z wściekłości potężnego, a jednak zupełnie bezradnego brodacza.  Kiedy zabrakło jej tchu, znów odfrunęła.

W końcu handlarz niewolników zrozumiał, że nigdy uda mu się ani zwabić dziewczyny do siebie, ani jej schwytać. Nie zamierzał jednak się poddawać. Po namyśle postanowił udać się po radę do pewnej wiedźmy mieszkającej na bagnach. Zapukał do jej chaty o zmroku, a gdy wpuściła go do środka, opowiedział jej o swoim problemie. Wiedźma odpowiedziała mu wybuchem szyderczego śmiechu.

- Jesteś głupi jak wszyscy ludzie! Naprawdę myślałeś, że twoja fruwająca ślicznotka skusi się, gdy obiecasz jej jakąś błyskotkę? Na takich jak ona nie robi to wrażenia, a teraz pewnie panna zrobiła się jeszcze bardziej podejrzliwa. Ale może znajdzie się inny sposób, byś dostał ją w swoje ręce.

To rzekłszy wiedźma dała handlarzowi mocną sieć rybacką i pouczyła go, jak ma jej użyć. Ten rzucił jej na stół garść złotych monet i czym prędzej odszedł, nie wypowiedziawszy nawet słowa podzięki, czy pożegnania.  

Następnego dnia rano brodacz poszedł pod wodospad, gdzie, jak mówiła wiedźma, skrzydlata dziewczyna lubiła przychodzić o tej porze. Ukrył się w zaroślach i zobaczył, jak smukła postać podfruwa do miejsca, gdzie kaskada zmieniała się w pianę, a padające na nią promienie słońca tworzyły w powietrzu tęczę. Szum wody był tak głośny, że mężczyźnie udało się podkraść do dziewczyny od tyłu tak, by ta nie zdołała go zauważyć aż do chwili, gdy wepchnął ją do rzeki. Potem wskoczył tam za nią z rozpostartą siecią w rękach, którą następnie zarzucił swojej ofierze na plecy tak, jakby chciał złowić rybę. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jej skrzydła nasiąkły wodą, przez co nie była w stanie odlecieć. Mężczyzna mocno owinął ją rybacką siecią i związał sznurem tak, że nie mogła się poruszyć. Jej płacz i krzyki nie zrobiły żadnego wrażenia na porywaczu, a na nieszczęście w pobliżu nie było akurat żadnej życzliwej osoby, która mogłaby ją usłyszeć.

Handlarz przerzucił sobie swą skrępowaną ofiarę przez ramię i zaniósł do wozu, który już na niego czekał na leśnej drodze. W środku znajdowało się już dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka, których ręce były związane na plecach. 

- Pomóżcie mi się uwolnić - poprosiła skrzydlata dziewczyna - a zabiorę was w miejsce, gdzie już nikt was nigdy nie skrzywdzi.

Dzieci zaczęły gryźć sznur i sieć, które krępowały dziewczynę i w końcu udało im się ją oswobodzić. Wtedy ona również pomogła im się uwolnić, po czym wszyscy troje podkradli się do tylnej krawędzi wozu, by czekać na dogodny moment. Ten w końcu nadszedł, kiedy przejeżdżali przez miejską bramę. Dziewczyna mocno przycisnęła do siebie dzieci i wraz z nimi wyfrunęła z jadącego wozu. Ruchy jej skrzydeł były tak łagodne i delikatne, że siedzący na koźle handlarz niewolników nie usłyszał ich szumu i nie zauważył ucieczki trojga więźniów. Dziewczyna wzleciała nad miasto, aż w końcu wylądowała na dachu jednego z domów stojących tuż przy rynku. Potem i ona, i dzieci uchwycili się dachówek i przycupnęli tak, by móc widzieć, co dzieje się na dole, nie będąc widzianymi przez nikogo. Nie minęło wiele czasu, a spostrzegli jak na rynku powoli zbiera się tłum. Miało właśnie rozpocząć się targowisko, na którym handlarz planował zbić fortunę na swojej zdobyczy. Ale gdy zajrzał do wozu, ze zdumieniem zauważył zniknięcie trojga więźniów. Nie mógł zwłaszcza przeboleć tego, że skrzydlata dziewczyna po raz kolejny mu się wymknęła i wpadł w taką wściekłość, że miało się nieomal wrażenie, iż z jego ust zaraz posypią się iskry. Zaczął się awanturować i, głośno przeklinając, oskarżać wszystkich wokół o uprowadzenie swojej najcenniejszej niewolnicy. Zebrani na placu gapie otoczyli go zwartym pierścieniem i zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, na przemian naśmiewając się z dziwnego handlarza, broniąc go, złorzecząc mu i nazywając go wariatem.

Skrzydlata dziewczyna patrzyła na to wszystko z góry i w końcu zawołała najgłośniej, jak tylko mogła:

- Dobrze się stało, że stracił swój skarb! Tak jak on, tak i wy wszyscy zasługujecie na to, by postradać wszystko, co dla was najcenniejsze, za to, że swój dobrobyt budujecie na ludzkiej krzywdzie! Czy nie widzicie, że dzięki wam źli ludzie stają się jeszcze bardziej okrutni, bo widzą, że przynosi im to zysk?! Czy wy sami nie stajecie się z dnia na dzień coraz bardziej bezlitośni wobec tych, którzy powinni być dla was braćmi i przyjaciółmi?! Ratujcie się, póki czas, jeśli nie chcecie, by wasze złe uczynki zwróciły się przeciwko wam! To może być wasza ostatnia szansa!

Zebrani na rynku ludzie usłyszeli dochodzący gdzieś z góry głos, ale nie mogli dostrzec osoby, która do nich przemówiła. Zaczęli więc podejrzewać, że owo upomnienie pochodzi z nieba i po raz pierwszy zadali sobie pytanie, czy postępują słusznie. Wkrótce uczuli jak długo ignorowane sumienia boleśnie szarpią ich wnętrzności, a wstyd pali im serca jak rozżarzone żelazo. Potem wystarczyło im spojrzeć na twarze handlarzy niewolników, na których malowały się chciwość i okrucieństwo, a następnie w pełne bólu i rozpaczy oczy ich ofiar, by wiedzieć, co powinni zrobić. Już chwilę później rozkuto wszystkie łańcuchy, rozcięto wszystkie więzy, a ze wszystkich szyi ściągnięto tabliczki z cenami. W kilka minut uchwalono, że od tej pory każdy, kto przebywa w mieście jest wolny i nikt nie ma już prawa sprzedawać ani kupować ludzi, handlarzy zaś schwytano i odprowadzono do więzienia. Brodacz, od którego wszystko się zaczęło został pojmany jako pierwszy. On jeden domyślił się, co tak naprawdę zaszło, ale teraz mógł tylko złorzeczyć w myślach sprawczyni tego zamieszania i przeklinać sam siebie za to, że ją tu sprowadził.

A skrzydlata dziewczyna czym prędzej odfrunęła wraz z dziećmi i nigdy więcej nie widziano jej już w tej okolicy.



piątek, 26 maja 2023

Pióro rajskiego ptaka

W chatce na skraju lasu mieszkała pewna wdowa z małym synkiem. Zbierała jagody i grzyby, by sprzedawać je w wiosce, a w ogródku przed domem hodowała kwiaty i zioła, z których wytwarzała pachnące olejki i lecznicze mikstury. Chłopiec często pomagał swojej matce, ale większość czasu spędzał bawiąc się w lesie. Potrafił całymi dniami wspinać się na drzewa, przyglądać się zwierzętom albo biegać po ścieżkach, szukając rozmaitych leśnych skarbów. I tak żyli we dwoje, spokojnie i beztrosko, z dala od wielkiego świata. 

W pewien zimny, jesienny poranek chłopiec i jego matka wybrali się do lasu. Było to dzień po wielkiej burzy i wszędzie wokół leżały połamane gałęzie i mokre liście. Chłopiec właśnie schylił się, by nazbierać kasztanów, gdy usłyszał dźwięk podobny do tego, jakie wydawały ranne lub chore zwierzęta. Im dłużej nasłuchiwał, tym bardziej był pewien, że w okolicy jest ktoś, kto potrzebuje pomocy. Zawołał więc do matki:

- Mamo, mamusiu, słyszysz jak ktoś jęczy?

- To tylko wiatr, to wiatr jęczy między gałęziami. - odpowiedziała mu matka nawet nie patrząc w jego stronę. Chłopiec jej jednak nie uwierzył i dalej pilnie nasłuchiwał. Jęki robiły się coraz głośniejsze, a potem zamieniły się w szloch. Chłopiec znowu zapytał:

- Mamo, mamusiu, słyszysz jak ktoś płacze?

- To tylko pisklęta, to pisklęta kwilą w gniazdach - odpowiedziała kobieta, nie przerywając zbierania grzybów.

Chłopiec jednak nasłuchiwał dalej. W końcu zboczył ze ścieżki i pobiegł w kierunku gęstwiny, skąd dobiegał odgłos płaczu. Odgarnął kilka gałęzi i zobaczył leżącą w krzakach małą dziewczynkę, całą w sińcach i zadrapaniach. Dziecko głośno płakało i zawodziło tak, że i chłopiec był bliski płaczu, słuchając go. Zawołał więc po raz trzeci:

- Mamo, mamusiu, tu leży jakaś dziewczynka!

Wtedy kobieta wreszcie się odwróciła i poszła zobaczyć, co znalazł jej syn. Gdy spostrzegła leżącą w krzakach dziewczynkę natychmiast do niej podbiegła i pomogła chłopcu wyciągnąć ją z zarośli. Gdy im się to udało, dostrzegli, że nieznajoma ma dwa piękne skrzydła pokryte lśniącymi piórami. Mądra kobieta od razu poznała, że dziewczynka pochodzi z plemienia rajskich ptaków i pewnie odłączyła się od swojego stada podczas nawałnicy. Z pomocą syna zaniosła ją do domu i opatrzyła jej rany. Dziewczynka bardzo się potłukła podczas upadku, a jedno z jej skrzydeł było złamane. Zielarka opatrzyła jej rany i nakarmiła, a gdy zapadł zmrok ułożyła dziecko do snu obok swojego syna. Dopóki dziewczynka wymagała opieki, przebywała w chacie pod lasem, a gospodyni doglądała jej i dbała, by jak najszybciej wróciła do zdrowia. Po kilku tygodniach złamane skrzydło zagoiło się, ale po rajskich ptakach nie było już śladu, a nie można było przecież puścić dziecka samego w świat, choćby nawet umiało latać, zwłaszcza, że właśnie zaczynała się zima. Dlatego dziewczynka zamieszkała w chatce pod lasem. Pomagała gospodyni w domu i bawiła się z jej synkiem: on pokazywał jej swoje ulubione miejsca w lesie, a ona przynosiła mu różne rzeczy znalezione na wierzchołkach drzew i tańczyła w powietrzu, by go zabawić. Dwoje dzieci bardzo szybko przywiązało się do siebie nawzajem i niemal każdą chwilę dnia i nocy spędzały razem. Także matka chłopca bardzo polubiła skrzydlatą dziewczynkę - zaczęła nawet obawiać się, że ktoś mógłby ją porwać, dlatego dbała o to, by nikt obcy jej nie zobaczył i kazała jej się chować za każdym razem, gdy ktoś miał ich odwiedzić. Jednak poza tym nic nie niepokoiło tej trójki i dobrze im było ze sobą.

Tak minął rok. W końcu któregoś dnia dziewczynka spojrzała w niebo i dostrzegła na nim znajome sylwetki skrzydlatych ludzi. Poszła więc wraz ze swym przyjacielem w miejsce, gdzie ten znalazł ją rok wcześniej i powiedziała mu:

- Tutaj musimy się pożegnać. Moje stado wróciło, a ja już zbyt długo byłam z dala od swoich. 

Chłopiec bardzo zasmucił się na te słowa, bo przez ten czas pokochał ją jak siostrę. Widząc to, dziewczynka wyrwała sobie ze skrzydła jedno ze lśniących piór i dała mu je.

- Weź je na pamiątkę - powiedziała - To znak, że już zawsze będziemy przyjaciółmi.

Po czym po raz ostatni pomachała mu na pożegnanie i wzbiła się w powietrze. Chłopiec długo patrzył w ślad za odlatującą dziewczynką, aż w końcu wrócił do domu i opowiedział o wszystkim matce. Kiedy pokazał jej pióro, ta przez chwilę wpatrywała się w nie z podziwem, po czym powiedziała:

- Masz wielkie szczęście. Rajskie ptaki nie gubią piór, nie można ich też im wyrwać. Skoro sama podarowała ci jedno, znaczy to, że wciąż jesteś jej drogim przyjacielem i na pewno jeszcze się kiedyś spotkacie. Pilnuj go dobrze, a z pewnością przyniesie ci szczęście.

Kobieta schowała pióro do skrzyni stojącej przy jej łóżku. Jej syn często potem zaglądał do środka, by popatrzeć na swój skarb i powspominać szczęśliwe dni, które spędził w towarzystwie uskrzydlonej przyjaciółki. Z czasem jednak nowe przygody i problemy przykuły jego uwagę, aż w końcu pióro rajskiego ptaka zostało niemal zupełnie zapomniane.

Mijały lata, a chłopiec z dziecka stał się młodym mężczyzną. Wyrósł na zmyślnego, śmiałego i przystojnego młodzieńca ze szczerym uśmiechem na twarzy. Nadal lubił spacerować po lesie i, choć był z natury wesoły i życzliwy ludziom, często spędzał tam czas samotnie, marząc i rozmyślając przez długie godziny. Jego matka nadal zajmowała się wytwarzaniem leków, ale któregoś dnia sama ciężko zachorowała. Choć jej syn nie szczędził sił, by ulżyć jej w cierpieniach, wkrótce nadszedł dzień, kiedy Lirasil zamknął na zawsze jej oczy, a duszę zaniósł do miejsca, gdzie nie musiała się już o nic troszczyć. Po śmierci matki młodzieniec długo nie umiał się otrząsnąć: nie jadł, nie spał, nie mógł ani zabrać się do żadnej pracy, ani w żaden sposób się rozerwać. Aż w końcu któregoś dnia pomyślał sobie: “Po co mam dalej siedzieć w tym domu, skoro wiem, że moja matka już nie wróci? Równie dobrze mogę iść w świat - może gdzieś w dalekich stronach uda mi się znowu znaleźć szczęście”. 

Przed wyruszeniem w drogę chciał jeszcze raz sprawdzić, czy w domu na pewno nie ma nic, co mogłoby mu się przydać w podróży. Nie znalazł ani pieniędzy, ani żadnego skarbu, ale gdy otworzył skrzynię stojącą przy łóżku matki dostrzegł leżące tam duże, lśniące pióro rajskiego ptaka. Gdy wziął je do ręki, powróciły do niego wspomnienia o dziewczynce, która niegdyś była jego przyjaciółką i towarzyszką zabaw. Zaczął zastanawiać się nad tym, co się z nią działo przez te wszystkie lata, aż w końcu tak bardzo zapragnął znów ją zobaczyć, że nie był już w stanie myśleć o niczym innym. Schował więc pióro w zanadrze i ruszył w podróż, by ją odnaleźć. 

Szedł śmiało przed siebie, coraz bardziej oddalając się od znajomych miejsc. Gdy tylko napotkał kogokolwiek na swej drodze, pytał go o rajskie ptaki. Niektórzy co prawda widzieli przelatujące stada, ale nikt nie mógł powiedzieć mu, gdzie się zatrzymywały ani dokąd zmierzały. Chłopak jednak się nie zniechęcał i dalej wędrował, aż któregoś dnia znalazł się na ścieżce, która wiodła przez zaczarowany las. Była w nim tylko jedna droga i tylko ona mogła doprowadzić go do najbliższego miasta. Młodzieniec śmiało na nią wkroczył i ruszył przed siebie bez trwogi. Szedł tak przez wiele godzin, a las zdawał się nie mieć końca. W końcu się zmęczył i zatrzymał na chwilę, a wtedy dostrzegła go wiedźma siedząca na zwalonym pniu.

Na widok nieznajomego uśmiechnęła się złośliwie i powiedziała:

 - Witaj, młody przyjacielu! A dokąd to wędrujesz sam jeden?

- A, tak sobie chodzę po różnych ścieżkach, po świecie się rozglądam i szczęścia szukam - odpowiedział.

- Oj, złe miejsce sobie wybrałeś mój chłopcze. - odrzekła starucha - Będziesz musiał zostać w tym zaklętym lesie na zawsze, bo wyjść z niego zdołałbyś tylko idąc dalej tą ścieżką, a ta prowadzi do miejsca, gdzie gnieżdżą się okrutne harpie. Nikt dotąd nie zdołał przeżyć spotkania z nimi, każdego wędrowca te bestie rozszarpują bez litości. Ty także zginiesz, jeśli ci nie pomogę. Tylko ja jestem w stanie wyprowadzić cię bezpiecznie z tego lasu i chętnie to zrobię, jeśli tylko oddasz mi to śliczne piórko, które chowasz w zanadrzu.

Co prawda słowa kobiety zaniepokoiły młodzieńca, ale mimo to nie chciał oddać jej swojego najcenniejszego skarbu. Przeczucie mówiło mu, że gdy straci pióro, nie uda mu się dotrzeć do celu swej wędrówki, a jeśli je zachowa, z pewnością przyniesie mu szczęście. 

- Dziękuję za przestrogę, ale z pewnością dam sobie radę sam. Bądź zdrowa - powiedział uprzejmym tonem i odszedł pospiesznie, zanim wiedźma zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. Przez pewien czas nie napotkał na swej drodze żadnej przeszkody i zaczął nawet wątpić w istnienie opisywanych przez strzygę potworów. Ścieżka zaczęła prowadzić go w dół, szedł więc coraz szybciej i nie minęło wiele czasu, a dostrzegł przed sobą dwie wysokie skały stojące po obu stronach drogi niczym kolumny. Za nimi zaś widać już było otwartą przestrzeń, a na niej pola i trakt wiodący do miasta. Wtedy syn wdowy zwolnił i wyjął z zanadrza pióro rajskiego ptaka. Przyjrzał się jak każde z jego promyków mieni się coraz to inną barwą i pomyślał: “Dobrze, że nie dałem się nastraszyć tej starej jędzy”. 

W tym momencie puszczą wstrząsnął przerażający skrzek, który wydobył się z kilkudziesięciu gardzieli naraz. Młodzieniec spojrzał w górę i dostrzegł, że na szczycie każdej ze skalnych kolumn siedzi chmara harpii. Gdy spostrzegły samotnego człowieka, zaczęły się śmiać, co w uszach każdego, kto nie jest potworem brzmi jak upiorny skrzek, po czym wszystkie naraz poderwały się do lotu i poszybowały w stronę wędrowca.

Młodzieniec podniósł lśniące pióro ponad głowę, zasłaniając się nim jak tarczą, a wtedy zaczęło się z niego wydobywać tak silne światło, że jego blask oślepił harpie. Bestie zaczęły miotać się w powietrzu skrzecząc przeraźliwie, aż w końcu, jedna po drugiej traciły równowagę i spadały na ziemię. Nie minęło parę minut, a już wszystkie leżały martwe. Chłopak bardzo się z tego ucieszył i był już pewny, że dobrze zrobił nie oddając swojego skarbu. W oddali dostrzegł miejskie mury. Pomyślał, że wszyscy mieszkańcy miasta powinni się dowiedzieć, że wejście do lasu jest już bezpieczne, więc wziął truchło jednej z harpii na plecy i udał się w stronę grodu. 

Gdy tylko przekroczył bramę, natychmiast otoczył go tłum. Zaciekawieni ludzie zasypali młodzieńca pytaniami, a ten musiał kilka razy opowiedzieć im swoją przygodę. Wkrótce całe miasto wiedziało już, że droga do lasu znów jest bezpieczna, a w końcu wieści dotarły nawet do królewskiego pałacu.

A trzeba wam wiedzieć, że król przyrzekł rękę swojej jedynej córki temu, kto zabije harpie. Gdy więc usłyszał, że w mieście zjawił się ktoś, kto twierdzi, że udało mu się tego dokonać, kazał natychmiast sprowadzić go do swego pałacu. 

Syn wdowy stanął przed obliczem króla i opowiedział mu o wszystkim, nie pomijając nawet najdrobniejszych szczegółów. Monarcha wysłuchał go uważnie, po czym poinformował zdumionego młodzieńca, że już za trzy dni odbędzie się jego ślub z królewną. Potem posłał po swoją córkę, by przedstawić jej narzeczonego. Służący, któremu zlecono to zadanie, wrócił jednak chwilę później mówiąc, że królewna zamknęła się w swej komnacie i nie chce wyjść. Król jeszcze trzy razy posyłał kogoś po córkę, ta jednak wciąż odpowiadała tak samo. Ugięła się dopiero wtedy, gdy ojciec osobiście rozkazał jej zejść do sali tronowej i przywitać się z narzeczonym. Królewna przywitała się z młodzieńcem, ale wciąż twierdziła, że nie ma zamiaru go poślubić. Pogromca harpii, któremu również nie zależało na ślubie, próbował ją jakoś wesprzeć, ale to jeszcze bardziej rozwścieczyło króla. Zaprowadził obydwoje do jednego z saloników i zabronił stamtąd wychodzić, dopóki nie nabiorą chęci do małżeństwa. Potem kazał dwóm służącym stać pod drzwiami i pilnować, by nikt stamtąd nie wyszedł.

Ponura królewna długo wpatrywała się w milczeniu w twarz przyszłego małżonka, zanim w końcu przemówiła.

- Nie myśl, że jestem niewdzięczna - powiedziała - Cieszę się, że pokonałeś harpie, ale moje serce należy do innego. Artur i ja zaręczyliśmy się niedługo przed tym, jak na skraju lasu pojawiły się potwory. Któregoś dnia mój narzeczony udał się gdzieś w niewiadomym celu i od tej pory słuch po nim zaginął. Robiłam co mogłam, by go odnaleźć, ale nic to nie dało. A kiedy mój ojciec dowiedział się o harpiach, uznał, że nie warto już przejmować się Arturem i, nie pytając mnie o zdanie, obiecał moją rękę temu, kto pozbędzie się potworów.

 Młodzieńcowi zrobiło się żal królewny i opowiedział jej o swej dawnej przyjaciółce, którą miał zamiar odszukać. Wyznał, iż zgoła nie wiedział o nagrodzie, którą król wyznaczył za zabicie potworów, a on sam nigdy nie pragnął ani sławy, ani bogactw, ani żony. Królewna przez cały czas uważnie go słuchała, a gdy skończył, przez chwilę milczała zastanawiając się nad czymś. W końcu powiedziała tak:

- Zdradzę ci pewną tajemnicę. Potrafię oderwać od siebie mój cień i wysyłać go w podróż. Gdy wraca, opowiada mi o tym co widział. Gdy Artur zaginął, każdej nocy wysyłałam swój cień na poszukiwania, ale na próżno. Jednak cienie chodzą po ziemi, a rajskie ptaki latają w powietrzu. Być może one wiedzą, co przydarzyło się Arturowi. Tej nocy wyślę mój cień na poszukiwania, ale musisz mi najpierw obiecać, że zrobisz wszystko, by odnaleźć mojego ukochanego.

Młodzieniec złożył obietnicę, a wtedy królewna zasłoniła wszystkie okna, zapaliła świece i ułożyła z nich krąg na podłodze. Potem zaczęła nucić jakąś osobliwą melodię, podniosła obie ręce do góry i stanęła na palcach, przez co rzucany przez nią cień stał się jeszcze dłuższy. Nagle płomienie wszystkich świec buchnęły tak mocno, że obserwujący to wszystko chłopak musiał na chwilę zamknąć oczy. Kiedy je otworzył, cień królewny stał już przed swoją panią czekając na rozkazy.

- Pokaż mu pióro - powiedziała królewna do młodzieńca. Ten wyjął pióro rajskiego ptaka i pokazał je cieniowi. Wtedy królewna wydała rozkaz:

- Szukaj młodej dziewczyny o skrzydłach porośniętych piórami, takimi jak to i nie wracaj, dopóki jej nie znajdziesz!

Cień pokłonił się królewnie i wymknął się z zamku przez okienną szparę. Potem obydwoje kazali stojącej za drzwiami służbie przekazać królowi, że udało im się dojść do zgody. Wtedy wypuszczono ich stamtąd i pozwolono królewnie wrócić do swoich komnat. Młodzieńca zaś zaprowadzono do jasnego, wygodnego pokoju, gdzie przyniesiono mu wyśmienitą kolację. Potem zostawiono go samego, a zmęczony chłopak położył się do łóżka i natychmiast zasnął.

Przed świtem obudziła go królewna.

- Wstawaj szybko - powiedziała - Mój cień mówił, że widział Rajskie Ptaki nad strumieniem, w dolinie za miastem. Jeśli się pospieszysz, możesz jeszcze je tam zastać. Tylko pamiętaj o swojej obietnicy!

Uszczęśliwiony młodzieniec czym prędzej zerwał się z łóżka. Królewna wypuściła go tylnymi drzwiami. Chłopak czym prędzej pobiegł do lasu. Bez trudu znalazł opisane przez królewnę miejsce, jednak nie zastał tam nikogo. Zaczął iść w górę strumienia i wtedy spostrzegł, jak zza drzewa wynurza się młoda dziewczyna ze lśniącymi skrzydłami na plecach. Gdy spojrzała w jego stronę, młodzieniec od razu rozpoznał w niej swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, choć przez te wszystkie lata ona także bardzo się zmieniła. Kiedy próbował do niej podbiec, ta z początku wystraszyła się i chciała uciec.

- Nie uciekaj! - zawołał młodzieniec - Nie pamiętasz już, kto cię znalazł, gdy w czasie burzy spadłaś i złamałaś skrzydło?

Potem pokazał jej lśniące pióro, a wtedy i ona go rozpoznała. Dawni przyjaciele padli sobie w ramiona i opowiedzieli sobie nawzajem swoje dzieje. Ona opisała mu te wszystkie niezwykłe krainy, które odwiedziła wraz ze swoim stadem, a on mówił o tym, jak wyruszył na wyprawę, o wiedźmie i harpiach i o królewnie, która pomogła mu ją znaleźć.

- Obiecałem królewnie, że spróbuję dowiedzieć się czegoś o jej narzeczonym - powiedział w końcu - Wiesz coś o nim?

- Nie - odpowiedziała skrzydlata dziewczyna - Ale spróbuję wypytać o to inne rajskie ptaki. Moje stado zbierze się tutaj o wschodzie księżyca. Jeśli chcesz, możesz przyjść i sam ich posłuchać, ale będziesz musiał być ostrożny. Większość moich towarzyszy obawia się ludzi i bardzo łatwo ich spłoszyć. Najlepiej będzie, jeśli ukryjesz się w krzakach, a ja przez ten czas porozmawiam z pozostałymi i opowiem im o tobie. Pamiętaj, by dobrze się schować i nie wychodzić z ukrycia, dopóki cię nie zawołam!

Chłopak ukrył się w krzakach i czekał, aż zjawią się rajskie ptaki. Jak tylko wzeszedł księżyc, dał się słyszeć głośny szum wielu par ogromnych skrzydeł, a chwilę później na polanie zaroiło się od skrzydlatych ludzi. Niektórzy byli młodzi, inni starzy, jedni byli piękni, a drudzy brzydcy, ale wszyscy mieli piękne, lśniące pióra, które migotały nawet w ciemności. Młodzieniec prawie zapomniał, po co tam przyszedł i tylko patrzył zafascynowany na to osobliwe zbiegowisko. Z trudem udało mu się dostrzec w tłumie swoją przyjaciółkę. Ta wypytywała wszystkich o Artura, jednak nikt nie potrafił powiedzieć jej nic konkretnego.

- Dlaczego tak cię to ciekawi? - spytała ją w końcu jedna ze skrzydlatych kobiet.

- Mój przyjaciel prosił mnie, bym spróbowała czegoś się dowiedzieć o zaginionym narzeczonym królewny.

- A kim jest ten twój przyjaciel? - zainteresowało się jedno z dzieci.

- To człowiek, który pomógł mi gdy byłam mała - wyjaśniła dziewczyna - Kiedy próbował mnie odnaleźć, dowiedział się o nieszczęściu, które spotkało królewnę i postanowił jej pomóc.

- Nie powinnaś mu ufać - powiedział jeden z najstarszych rajskich ptaków w stadzie - Pewnie chce cię tylko wykorzystać. Wszyscy ludzie to kłamcy i oszuści, a młodzi mężczyźni szczególnie.

Ukryty w krzakach młodzieniec usłyszał to i tak go te słowa rozgniewały, że zapomniał o ostrzeżeniu, że wybiegł z kryjówki chcąc pokazać skrzydlatemu starcowi, że nie da się bezkarnie obrażać. Na jego widok wszystkie rajskie ptaki spłoszyły się i pospiesznie odleciały, zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć. Tylko jego przyjaciółka została jeszcze chwilę, a w jej spojrzeniu widać było smutek i rozczarowanie.

- Będę w tej okolicy jeszcze przez parę dni. Spróbuję czegoś się dowiedzieć - powiedziała, po czym oderwała się od ziemi i odleciała razem z resztą rajskich ptaków. 

Młodzieniec postanowił wrócić do miasta. Rankiem, gdy mieszkańcy grodu wstali już z łóżka i zaczęli krzątać się wokół swoich codziennych zajęć, on wciąż włóczył się po ulicach nie wiedząc co ze sobą zrobić. W pewnym momencie usłyszał jak ktoś wspomina o królewnie i zatrzymał się, żeby posłuchać.

- Ciekawe, dlaczego ten chłopak nie chciał poślubić królewny - powiedział stojący przy straganie mężczyzna - Tylu chciałoby być na jego miejscu, a on ucieka.

- Król chyba myśli, że to jego córka przegnała zalotnika - odrzekła na to przekupka - Inaczej przecież nie zamknąłby jej w wieży.

- Mówią, że królewna jest przeklęta - dodał ktoś inny - To już jej drugi narzeczony, który nagle zniknął. 

Gdy młodzieniec usłyszał te słowa przypomniał sobie o swojej obietnicy i postanowił dalej szukać Artura, choćby jego poszukiwania miały trwać latami. 

Jego przyjaciółka chciała mu w tym pomóc i niestrudzenie fruwała po okolicy w poszukiwaniu śladów zaginionego. W końcu skrzydlata dziewczyna zmęczyła się ciągłym lataniem i postanowiła chwilę się zdrzemnąć. Wylądowała więc w puszczy, ułożyła się na miękkim mchu, okryła skrzydłami jak kocem i zasnęła. A był to ten sam las, w którym jej przyjaciel spotkał kiedyś wiedźmę. Ta sama strzyga przechadzała się właśnie po okolicy i zobaczyła śpiącą dziewczynę. Przyjrzała się jej pięknym, błyszczącym skrzydłom i zapragnęła wyrwać dla siebie kilka piór. Podkradła się więc do śpiącej i zaczęła je szarpać, a wtedy dziewczyna gwałtownie się obudziła. Jak tylko dostrzegła wiedźmę, poderwała się i zamachała skrzydłami, by ją odpędzić, ta jednak mocno trzymała pióra dziewczyny i nie dała się strząsnąć. Wtedy córka rajskich ptaków poderwała się do lotu, licząc na to, że w ten sposób pozbędzie się złodziejki. Ta jednak wciąż nie chciała puścić skrzydła i uniosła się w powietrze razem z dziewczyną. Leciały tak coraz szybciej i wznosiły się coraz wyżej, aż w końcu jędzy zakręciło się w głowie i zaczęła głośno się skarżyć:

- Co mnie za licho podkusiło, by wyrywać te pióra? Dałam się złapać w pułapkę jak ten głupi Artur!

Gdy dziewczyna usłyszała, jak wiedźma wymawia imię Artura, zaniosła ją na dach najwyższej wieży w królestwie.

- Powiedz mi, co stało z narzeczonym królewny - powiedziała jej - Albo nigdy nie ściągnę cię na dół.

- Artur udał się do Złotej Jaskini - odpowiedziała wiedźma - To grota, która leży za miastem, a wejście do niej ukryte jest w korycie wyschniętej rzeki. Jest pełna drogocennych skarbów, więc kiedyś wielu ludzi chodziło tam, licząc, że uda im się wzbogacić. Ale złoto i klejnoty z tej jaskini są przeklęte - kto z ludzi rzuci na nie okiem, nie będzie mógł oderwać od nich wzroku. Będzie siedział w grocie wpatrując się w zgromadzone tam skarby, niezdolny do myślenia o czymkolwiek innym, aż w końcu umrze z głodu. Jakiś czas temu, w to miejsce udał się Artur i do tej pory stamtąd nie wyszedł. Być może nadal żyje, ale nawet jeśli tak jest, sam nigdy stamtąd nie wyjdzie, a jeśli ktoś spróbuje go stamtąd wyprowadzić z pewnością do niego dołączy, bo nie znalazł się jeszcze taki, który umiałby oprzeć się urokowi zaklętych skarbów.

Usłyszawszy to, córka rajskich ptaków odstawiła wiedźmę na ziemię, po czym poleciała zanieść dobre wieści synowi wdowy. Odnalazła go bez trudu i opowiedziała mu całą historię.

- Zaczekaj na mnie - powiedziała na końcu - Udam się do tej groty i sprowadzę Artura z powrotem. Rajskie ptaki nie dbają o skarby i nie wiedzą, co to chciwość, więc to, co jest w jaskini mnie nie zauroczy.

- Powinienem sam tam pójść - odpowiedział jej młodzieniec - To przeze mnie królewna ma teraz kłopoty, a poza tym, złożyłem jej obietnicę.

- To pójdziemy tam razem - zaproponowała mu córka rajskich ptaków, a on chętnie się na to zgodził. Dziewczyna zaprowadziła go więc w miejsce, które wskazała jej wiedźma. Bez trudu odnaleźli wejście do Złotej Jaskini i śmiało wkroczyli do środka.

Jak tylko weszli do wnętrza groty musieli zmrużyć oczy - tak silny był blask ukrytych wewnątrz skarbów. Złoto, srebro i drogie kamienie leżały tam w wielkich stosach, a było ich tyle, że na ich widok nawet najbogatszy z królów świata poczułby się nędzarzem. Młodzieniec starał się nie patrzeć w ich stronę i skupić się na szukaniu Artura, jednak przechodząc obok wielkiej hałdy diamentów poczuł, że nie jest już w stanie oprzeć się pokusie, by choć na chwilę odwrócić się w jej stronę, a kiedy raz spojrzał na klejnoty, nie mógł już oderwać od nich wzroku. Ale jego towarzyszka zauważyła to i zasłoniła mu oczy skrzydłem. To od razu przywróciło mu rozsądek i pozwoliło przypomnieć sobie, w jakim celu tu przyszedł.

W końcu dziewczyna dostrzegła jakąś postać siedzącą w kącie, wśród stosów naszyjników, bransolet i pierścieni. Ona i jej towarzysz od razu domyślili się, że to Artur, wzięli go więc pod ręce, by wyprowadzić go z jaskini. Nie było to łatwe, gdyż narzeczony królewny wyrywał się, krzyczał i kopał gdy próbowali go odciągnąć od skarbów. Wspólnymi siłami udało im się jednak wyciągnąć Artura z groty, a gdy znalazł się poza nią, na jego twarz padły promienie słońca. Wtedy natychmiast otrzeźwiał, a gdy dotarło do niego, co się stało, serdecznie podziękował dwójce swoich wybawców. Opowiedział im też, jak udał się do Złotej Jaskini po pierścionek dla narzeczonej i nie udało mu się oprzeć urokowi, jakie rzucały zgromadzone w niej skarby. Potem wszyscy troje udali się do miasta, ale gdy już zbliżali się do bramy, skrzydlata dziewczyna nagle zbladła i przystanęła.

- Nie dam rady tam wejść - powiedziała, po czym zwróciła się do swojego przyjaciela - Spotkamy się wieczorem w tym samym miejscu, co ostatnio - tym razem będę sama, więc nie masz się czego obawiać.

Po czym odwróciła się i odleciała. Dwaj mężczyźni poszli więc sami do królewskiego pałacu. Przy wejściu drogę zagrodzili im wartownicy.

- Powiedzcie królowi, że zjawiło się aż dwóch narzeczonych dla królewny. - powiedzieli - Będzie mogła sama sobie wybrać, który jej się bardziej podoba.

Gwardziści powtórzyli te słowa swojemu panu, a ten kazał wprowadzić obu przybyszów do sali tronowej i wezwać swoją córkę. 

Jak tylko królewna stanęła w drzwiach, rozpoznała Artura i wydała okrzyk radości. Nie czekając, aż zapytają ją, którego z mężczyzn wybierze, podbiegła do swego ukochanego, a ten w końcu mógł ofiarować jej pierścionek. Wszyscy cieszyli się z takiego obrotu spraw, a patrząc na szczęście zakochanych, król nie miał już serca zmuszać córki do małżeństwa z zabójcą harpii. Natychmiast kazał wyprawić huczne przyjęcie zaręczynowe dla królewny i Artura. Odrzuconemu młodzieńcowi chciał podarować w zamian pół królestwa, ten jednak odmówił.

- To zbyt duży kłopot - powiedział królowi - Mi nie potrzeba bogactw ani władzy. Dla mnie szczęście królewny jest wystarczającą nagrodą.

Na prośbę królewny i jej narzeczonego syn wdowy pozostał w pałacu do końca uroczystości, ale, choć było to wspaniałe przyjęcie i wszyscy obecni traktowali go bardzo serdecznie, nie czuł się szczęśliwy. Przez cały czas niecierpliwie oczekiwał chwili, w której będzie mógł opuścić duszny, zatłoczony pałac królewski i znów zobaczyć córkę rajskich ptaków. Dopiero nocą udało mu się wyjść, a wtedy natychmiast popędził do lasu.

Dziewczyna czekała na niego w umówionym miejscu. Gdy młodzieniec ujrzał jej postać opromienioną światłem księżyca, wydała mu się piękniejsza niż kiedykolwiek. Nie zastanawiając się długo padł przed nią na kolana i wyznał jej miłość. Ta jednak, choć była szczerze wzruszona i od razu przyznała, że czuje do niego to samo, pokręciła przecząco głową, gdy poprosił, by została jego żoną. 

- Za trzy dni odfrunę stąd razem z resztą rajskich ptaków - powiedziała - Im jestem starsza, tym trudniej mi pozostawać długo w jednym miejscu. Życie rajskiego ptaka jest w przestworzach i nie mogłabym być szczęśliwa, gdybym zrezygnowała z podniebnych podróży.

- Zabierz mnie ze sobą! - poprosił młodzieniec - Nie ma tu już niczego, co mogłoby mnie zatrzymać. Chcę szybować z tobą w przestworzach, oglądać cuda świata, być wolnym jak wiatr. Chcę już zawsze być przy tobie, bo chyba bym umarł, gdybym stracił cię po raz drugi.

- To nie jest takie proste - odpowiedziała mu - Ale jeśli naprawdę tego pragniesz, to jest pewien sposób. Jeżeli uda ci się przejść pewną próbę, zabiorę cię ze sobą i będziemy już razem na zawsze. 

Słowa skrzydlatej dziewczyny bardzo uradowały młodzieńca. Od razu zapewnił ją, że nie ma takiej próby, której nie mógłby się dla niej podjąć i bardzo chętnie zrobi wszystko, o co go poprosi. 

- Będziesz mógł odlecieć razem ze mną - powiedziała - jeśli przez trzy dni nie będziesz nic jadł ani do nikogo się nie odezwiesz. Ostatniego wieczora musisz boso i bez koszuli wejść na szczyt tego wzgórza, które widzisz na horyzoncie. Czekaj tam na mnie i dopilnuj, byś miał przy sobie moje pióro. Jeśli wytrwasz do północy, już zawsze będziemy razem. 

I, nie czekając na odpowiedź, poderwała się do lotu, a po chwili zniknęła pomiędzy obłokami. 

Młodzieniec nie wahał się nawet przez chwilę. Tak bardzo ucieszyła go obietnica ukochanej, że nie obawiał się czekającej go próby. Udało mu się wytrzymać trzy dni bez jedzenia, a ponieważ cały czas przebywał poza miastem, nietrudno było mu zachować milczenie. 

Gdy trzeciego dnia słońce w końcu zaczęło chylić się ku zachodowi, młodzieniec zdjął buty i koszulę. Bez żalu porzucił je przy drodze czując, że już nie będą mu potrzebne. Następnie udał się na wzgórze, które wskazała mu ukochana. Było mu zimno, a ukryte w trawie kamyki i połamane gałązki raniły jego stopy, ale mimo to szedł dalej. Kiedy w końcu dotarł na szczyt wzgórza, zapadał już zmrok. Młodzieniec przysiadł i długo patrzył w niebo wypatrując na nim swojej wybranki. Mijały godziny, a ta się nie pojawiała. Zmęczonemu chłopcu coraz trudniej było czuwać, aż w końcu powieki zaczęły mu ciążyć tak bardzo, że nie był już w stanie utrzymać oczu otwartych. Kiedy niedługo potem na szczycie wzgórza pojawiła się córka Rajskich Ptaków zastała młodzieńca pogrążonego we śnie. Pochyliła się nad nim i delikatnie uniosła jego głowę, a ten natychmiast się przebudził. Na widok ukochanej przeraził się, był bowiem przekonany, że skoro nie był w stanie czuwać do chwili jej przybycia, zmarnował swoją szansę i nie zobaczy jej nigdy więcej. Skrzydlata dziewczyna jednak uśmiechnęła się do niego i uspokajająco pogłaskała go po policzku.

- Miłość stoi ponad wszelkim prawem - powiedziała i wyciągnęła do niego rękę. Młodzieniec podał jej pióro, a ta przyłożyła je do jego nagich pleców. W tej samej chwili wyrosła mu para dużych, silnych skrzydeł, równie pięknych i lśniących jak skrzydła jego ukochanej.

Młodzieniec ujął dziewczynę za rękę i odfrunęli razem. Od tej pory już nigdy nie musieli się rozstawać.