Trudno wytłumaczyć, czym Ono było. Równie trudno określić czym Ono nie było. Często nazywa się je Pradawną Istotą, ale nie odzwierciedla to w pełni natury Onego. Ono bowiem było jednocześnie żywe i martwe, było stworzeniem, ale zarazem i swoim własnym pożywieniem, napojem, powietrzem, snem, jawą, miejscem w którym żyło. Ono łączyło w sobie wszystko, w tym także próżnię i nieistnienie. Żyło samo ze sobą, otoczone przez siebie, pochłaniając siebie samo i co chwila odradzając się na nowo.
W pewnym momencie (trudno określić kiedy, bo i czas wówczas nie istniał) Ono poczęło się zmieniać. Jego istota zaczęła się dzielić, a określone części kształtować. Trwało to tak długo, ile trwać musiało, by wyłoniły się z niego dwa pierwsze bóstwa: jedno męskie i jedno żeńskie. Ona dała mu na imię Fados, a on jej - Adione. Jak tylko uświadomili sobie czym są i czym jest Ono, postanowili doprowadzić do końca to, co rozpoczęli samym swoim istnieniem. Podzielili Je więc tak, że powstało jeszcze dziesięć podobnych im istot. Tak do pierwszej dwójki dołączyło pięciu bogów i pięć bogiń. Oni także postanowili nadać sobie nawzajem imiona. Z bezimiennych części bezimiennego bytu stali się Zitarem, Deherem, Mieyrem, Lirasilem i Tokeyarem, a także Yleną, Oris, Igrae, Nazelią i Ervą. A kiedy cała dwunastka miała już kształty i imiona, spostrzegła, że nie ma już nic. Wszystko co było, podzielili bowiem pomiędzy siebie. Wszyscy byli Nim, więc Ono nie mogło już istnieć.
Bogowie bardzo się zasmucili widząc, że ich narodziny zniszczyły wszystko, co było wcześniej. Po namyśle sprawili więc, że pojawiła się wielka, pusta przestrzeń. Miała ona stać się płótnem, na którym pojawi się ich arcydzieło. Potem bogowie wzięli się za ręce i utworzyli krąg. By wyznaczyć strony świata, każde z nich przesuwało się o krok to w jedną, to w drugą, aż w końcu wiadomo było już, gdzie jest prawo, gdzie lewo, gdzie północ, a gdzie południe. Ten krąg nie zniknął nawet gdy bogowie oderwali już od niego stopy i stał się drogą, po której miały poruszać się światy. Wielkie koło ustawiono w centrum nowego wszechświata. Bogowie położyli na nim dłonie, a ono zaczęło rosnąć. Kiedy było już tak wielkie, że w żadnym języku nie znalazłoby się słowo mogące go opisać, na jego brzegu położono kulę, która od tej pory krążyła po krawędzi kręgu. W jej wnętrzu miał powstać pierwszy świat. Specjalnie dla niego pojawił się powstał twardy grunt, a także niebo ponad nim. A kiedy zaczął istnieć również i czas, bogowie podzielili rok na dwanaście, tak, by każde z nich mogło mieć cząstkę dla siebie.
Pierwsza część przypadła w udziale pogodnej Ylenie, która pokryła puste dotąd niebo chmurami. Niektóre miały być tylko ozdobą, ale inne bogini wypełniła deszczem, śniegiem i gradem. Posłała też w świat wiatry: te potężne i te delikatne niczym czuły dotyk.
Jako drugi do pracy przystąpił srogi Zitar i sprawił, że na ziemi pojawił się ogień. Był jasny, ciepły i równie groźny jak jego twórca. Chwilę później popłynęły rzeki lawy, buchnęły gejzery, a na niebie pojawiły się błyskawice, którym towarzyszyły grzmoty.
Trzeci był zmienny Mieyr. Zebrał on całą wodę i utworzył rzeki, jeziora, morza i oceany. Umieścił też w ziemi źródła i strumienie, których strugi miały odtąd już zawsze ożywiać krainę.
Zaraz po tym łagodna Nazelia zaczęła pokrywać nagą przestrzeń trawą i kwiatami. Bardzo się starała, by każdy z nich był piękny na swój własny sposób: długo układała ich płatki i dobierała odpowiednią woń.
Nieokiełznana Igrae stworzyła drzewa, a te bardzo szybko rozrosły się w lasy, zagajniki i puszcze. Bogini pokryła ziemię mchem, a potem, aby jeszcze bardziej ubarwić okolicę, obsypała ją grzybami, a pnie owinęła bluszczem. Także i bagna były jej dziełem.
Potem przyszła kolej dumnego Fadosa i ponad wszystkim, co do tej pory powstało, zaświeciło jasne słońce. Twórca nauczył je wędrować po nieboskłonie i kazał mu chować się nocą, by rankiem znów pojawiało się i napełniało krainę światłem. Stworzył też pory roku, tak, by chłód i skwar pojawiały się w określonym porządku i nie wchodziły sobie w drogę.
Gdy niewzruszony Deher rozpoczął swoje dzieło, wyłoniły się wysokie góry, a brzegi mórz i rzek pokryły się piaskiem. Ukrył on też wielobarwne kamienie i różnorakie metale we wnętrzu ziemi.
Za sprawą hojnej Oris pojawiły się owoce i zboża. Stworzyła też rozmaite zioła i apetyczne korzonki.
Gorliwy Tokeyar rozsypał po ziemi glinę i postarał się, by wykiełkowały konopie, agawa, bawełna, len i krzewy purpurowej wierzby.
Śmiejąca się Erva zawiesiła na nieboskłonie tęczę i dała wszystkiemu co powstało własne odbicie w wodzie. A jako że lubiła psoty i dowcipy, stworzyła także echo, by przedrzeźniało każde słowo wypowiedziane przez nią i przez jej towarzyszy.
Później milczący Lirasil sprawił, że zmęczone życiem rośliny przekwitały, by zrobić miejsce nowym, a zimą zasypiały pod warstwą śniegu. Dzięki niemu sny i widziadła stały się częścią życia.
Ostatnia była mądra Adione, która zapragnęła uczynić noc równie piękną jak dzień. Ozdobiła więc niebo gwiazdami i zawiesiła na nim srebrzysty księżyc. Na nocnym niebie zapisywała swoją historię i mądrość, którą w sobie nosiła. Do dziś, patrząc w gwiazdy, można zobaczyć tam zostawione przez Adione wiadomości, jeśli ma się na tyle bystry umysł i silną wiarę, by móc je odczytać.
Gdy bogowie ujrzeli wszystko to, co za ich sprawą zaistniało na świecie zachwycili się swoim dziełem i zaczęli żałować, że nie ma nikogo, kto mógłby je podziwiać. Zaczęli więc dotykać ziemi i skał w różnych odległych od siebie zakątkach. W miejscach, które pogładziły ich palce zaczęły wyrastać przedziwne rośliny, jakich nikt ani wcześniej, ani później nie widział. Pojawiały się wszędzie - w górach, w dolinach, nad brzegami rzek, w morskich głębinach, na pustyniach i w gęstwinach leśnych. Ich pędy były cienkie i giętkie, a na każdym pojawiał się duży, wciąż rosnący pąk. A kiedy taki pąk w końcu pękał, wychodziły z niego zwierzęta. Było ich tyle rodzajów, ile pędów wyrosło z ziemi. Jedne biegły, inne pełzały, jeszcze inne latały w powietrzu, albo pływały w wodzie. Wkrótce nie było takiego miejsca, w którym nie zagnieździłyby się któreś z tych żywych, ruchliwych stworzeń. Ale to wciąż było za mało. Zwierzęta cieszyły się tym, co ofiarowali im bogowie i chętnie korzystały z dobrodziejstw świata, ale nie umiały docenić jego piękna i nie okazywały wdzięczności. Gdy bogowie zdali sobie z tego sprawę, tajemnicze rośliny wykiełkowały po raz ostatni. Ich pąki rosły i zwlekały z otwarciem się dużo dłużej niż ich poprzednicy, bo tym razem ich twórcy starali się dużo bardziej i długo rozmyślali nad tym, jacy powinni być najlepsi mieszkańcy tego miejsca, które zbudowali w pocie czoła. W końcu, po dziewięciu latach czekania, pąk w końcu się otworzył i wypuścił na zewnątrz przebywające w nim stworzenia. Tak narodzili się pierwsi ludzie - dziesięć czułych, rozumnych i pięknych istot. Dwanaścioro bogów dało im swoje błogosławieństwo i posłało ich w świat, ciesząc się, że wreszcie pojawił się ktoś, komu mogą przekazać zadanie kontynuowania dzieła stworzenia. A ludzie śmiało ruszyli przed siebie, gotowi odkrywać wszystko, co czekało na nich w nowym domu, nie wiedząc jeszcze, że ich narodziny to dopiero początek czegoś wielkiego.
Niektórzy twierdzą, że bogowie nawet wtedy nie mieli dosyć i stworzyli też inne, nowe światy, które, podobnie jak nasz, do dziś krążą po krawędzi Wielkiego Kręgu. Na pewno wiadomo, że jak tylko pojawili się ludzie, narodziły się też dwie przeznaczone dla nich krainy, do których ich dusze miały odtąd wędrować po śmierci. I one mają swoje miejsce na Kręgu - jeden z przodu, aby świat żywych zawsze za nim gonił, a drugi z tyłu - wiecznie próbując doścignąć świat żywych. A w centrum Dwanaścioro ma swoją siedzibę i z uwagą przygląda się wszystkiemu, co dzieje się w każdej z kul przesuwających się przed ich oczami.
Ku czci Dwanaściorga pisze się poematy i wyśpiewuje hymny. Mówi się w nich o wszystkich. O Ylenie, bogini nieba i opiekunce dzieci. O Zitarze bogu-mścicielu, obrońcy pokrzywdzonych. O Mieyrze, bogu mórz i rzek. O Nazelii, bogini miłości. O Igrae, bogini muzyki i gęstwin leśnych. O Fadosie, opiekunie władców, bogu sprawiedliwości, czasu i prawa. O Deherze, bogu ziemi i gór, patronie górników i rzeźbiarzy. O Oris, bogini urodzaju i uzdrawiania. O Tokeyarze, bogu rzemiosła i handlu. O Ervie, bogini sztuki, protektorce aktorów i mówców. O Lirasirze, bogu snu i śmierci, niosącemu natchnienie piszącym. O Adione, bogini mądrości i magii. Każde z nich ma swoje miejsce w ludzkich sercach i na stawianych przez nich pomnikach. Każde z nich ma jeden poświęcony sobie miesiąc roku i święto na swoją cześć pod jego koniec. Ku czci Dwanaściorga po dziś dzień opowiada się historię narodzin świata. Oby ich imiona były czczone i pamiętane po wsze czasy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz