Adam i Anna kochali się potajemnie. Ona był córką bogatego kupca, on - ubogim uczniem aptekarza. Gdy w wielkim domu w samym środku miasteczka ktoś zachorował, dziewczynę wysyłano do apteki, a pracujący tam młodzieniec zawsze otwierał jej drzwi. I właśnie tak się poznali - szarooki Adam i Anna z pięknym warkoczem. Nie trzeba było wiele czasu, by się w sobie zakochali. Po zachodzie słońca spotykali się pod starym dębem, rosnącym koło drogi, którą podróżni przybywali do miasteczka. Lubili patrzeć w gwiazdy, słuchać śpiewu wiatru, śmiać się i marzyć. Z każdym dniem kochali się coraz mocniej i coraz trudniej było im to ukryć. Miłość czyniła ich ślepymi i nierozważnymi, a szczęście sprawiało, że trudno było im dopuścić do siebie jakąkolwiek obawę.
Któregoś dnia matka Anny zauważyła, że jej córka często wychodzi z domu wieczorami i postanowiła dowiedzieć się dokąd chodzi. Kilka razy próbowała ją śledzić, ale za każdym razem coś szło nie tak. A to złamał jej się obcas, a to pomyliła ulice w ciemności, a to ktoś stanął jej na drodze, a to zaskoczył ją deszcz. W końcu jednak udało jej się niepostrzeżenie podejrzeć jak Anna pod ulubionym drzewem spotyka się z Adamem. Nie domyślając się, że ktoś ich obserwuje, zakochani czule się ze sobą przywitali, po czym usiedli razem między korzeniami dębu, by swobodnie oddać się rozmowie i pieszczotom.
Gdy zobaczyła to ukryta za krzakami kobieta, aż zaczerwieniła się z wściekłości. “Jak ten chłopczyna śmie obejmować moją córkę?!” pomyślała. “Przecież to jakiś przybłęda, a do tego biedak. Nie takiego zięcia sobie wymarzyłam!”. Kobieta poczuła wstręt i nienawiść do Adama i postanowiła znaleźć jakiś sposób, by się go pozbyć. Nie powiedziała nikomu o tym, co widziała, a Anna nawet nie domyślała się, że jej rodzona matka knuje przeciw jej ukochanemu. A ta tymczasem dniami i nocami rozmyślała nad tym, jakim sposobem najlepiej i najszybciej rozłączyć zakochaną parę.
Aż w końcu któregoś dnia dostrzegła Adama za budynkiem apteki. Stał tam oparty plecami o ścianę i przyglądał się małemu woreczkowi, który trzymał w ręce. Po chwili wysypał sobie jego zawartość na dłoń - były to czerwone ziarenka, nie przypominające żadnych znanych obserwatorce nasion. Młodzieniec chwilę się im przypatrywał, powąchał je, po czym skrzywił się z obrzydzeniem. Nagle kilka gęsi, które przedostało się przez dziurę w płocie sąsiada, zaczęło biec w jego kierunku. Adam czym prędzej wsypał ziarna z powrotem do woreczka i czym prędzej się oddalił. W pośpiechu jednak upuścił jedno z nasion, co od razu zauważyła podglądająca go kupcowa. Kobieta niepostrzeżenie podniosła je z ziemi i rzuciła jednej z gęsi. Ta połknęła ziarenko i natychmiast padła martwa. Jak tylko żona kupca to zobaczyła, od razu wiedziała, jak wykorzystać to co widziała na swoją korzyść. Chwyciła więc martwą gęś za nogi i wybiegła z nią na ulicę, głośno krzycząc. Wkrótce zebrało się wokół niej spore grono gapiów, ciekawych, co mogło tak bardzo przerazić tę szanowaną w okolicy kobietę. Wśród tłumu znaleźli się też aptekarz, Anna i sam Adam. Gdy zauważyła go sprawczyni zbiegowiska, udała, że przejmuje ją zgroza i gniew.
- Ten człowiek to złoczyńca! - krzyknęła wskazując na Adama - Udaje niewiniątko, a w tajemnicy knuje by nas wszystkich zgubić! Sama widziałam, jak wymyka się, by zbierać trujące rośliny. Jeśli mi nie wierzycie, spytajcie go, jakie ziarno uśmierciło tę gęś.
Opowieść kobiety bardzo wstrząsnęła mieszkańcami miasteczka. Adam zaklinał się, że nigdy nie chciał nikogo otruć ani nie wyprodukował żadnej trucizny, jednak ludzie byli bardziej skłonni wierzyć oskarżeniom bogaczki niż słowom biedaka. Tak więc, choć młodzieńca starali się wybronić zarówno jego pryncypał, jak i ukochana, zdecydowano, że należy go czym prędzej wygnać z miasta. Jak powiedzieli, tak zrobili. Zasmucony Adam posłusznie oddalił się z miasteczka, nie mógł jednak zdobyć się na to, by samotnie ruszyć w podróż. Przysiadł więc przy drodze, pod tym samym dębem, który był świadkiem jego wielu potajemnych spotkań z Anną. Siedział tam aż do zmierzchu, nie wiedząc, co począć.
- Co mam teraz zrobić? - żalił się głośno - Gdzie znajdę dach nad głową, kiedy wszyscy, których znałem odwrócili się ode mnie? Dokąd pójdę? Kto mi pomoże?
- Ja ci pomogę - usłyszał za sobą czyjś dobrze znany głos. Adam odwrócił się i zobaczył Annę prowadzącą cisawego konia. Dziewczyna podeszła do ukochanego i objęła go.
- Skoro nie możemy razem tu zostać, odejdę razem z tobą - powiedziała.
Adam próbował protestować, ale w głębi duszy cieszył się, że Anna chce mu towarzyszyć, więc nie trzeba go było długo przekonywać. Obydwoje wsiedli na konia i ruszyli przed siebie, w stronę głębokiego lasu.
- Co to były za ziarna, o których mówiła moja matka? - spytała Anna.
- Te nasiona dostałem od pewnego czarodzieja, którego kiedyś spotkałem. - odpowiedział jej - Nie nadają się do jedzenia, ale podobno ich woń odstrasza groźne węże, a jeśli się je zasadzi, wyrastają z nich pędy, których liście mogą uleczyć każdą ranę.
Potem wyjął z kieszeni woreczek i dał go Annie.
- Weź je - powiedział - Może tobie przyniosą więcej szczęścia.
Anna nie sądziła, że ten podarek może jej się do czegoś przydać, ale podziękowała i schowała woreczek w zanadrze.
Jechali tak dalej przez kilka godzin, aż w końcu poczuli zmęczenie i postanowili przenocować na małej polanie tuż obok strumienia. Anna położyła się na miękkim mchu i szybko zasnęła, natomiast Adam przysiadł pod rozłożystym świerkiem i pogrążył się w rozmyślaniach.
Nagle usłyszał cichy głos, przypominający nieco szum drzewa:
- Adamie, Adamie, usłysz mnie!
Młodzieniec rozglądał się, szukając tego, kto zwrócił się do niego po imieniu, jednak nie mógł dostrzec nikogo.
- Kto mnie woła? - zapytał w końcu.
- Twój przyjaciel, Adamie, Leśny Duch. Nie obawiaj się mnie - wiem o tym, jak wielka spotkała cię krzywda i chcę, żebyś wiedział, że masz we mnie przyjaciela i obrońcę. Słuchaj uważnie: gdy ty i twoja narzeczona dotrzecie do rozdroży, musicie pojechać w prawo. Po drodze którejś z was może natknąć się na Wodną Damę. Nie możecie słuchać niczego, co powie, bo jeśli dacie się jej zwieść, obydwoje będziecie tego żałować.
Adam wysłuchał tych słów ze zdumieniem, po czym podziękował Leśnemu Duchowi za radę. Chwilę później położył się na mchu i zapadł w sen.
O świcie Anna obudziła się i zobaczyła obok siebie śpiącego Adama. Nie chcąc go obudzić odeszła cicho między drzewa, by umyć się w strumieniu. Jak tylko zanurzyła ręce w wodzie usłyszała jak jakaś kobieta, głosem, który brzmiał jakby dochodził gdzieś z głębiny woła do niej tak:
- Anno, Anno, posłuchaj mnie!
Anna rozejrzała się, ale nie zobaczyła nikogo.
- Kto mnie woła? - zapytała w końcu.
- Jestem Wodną Damą, Anno. Spodobała mi się twoja odwaga i oddanie więc chcę ci pomóc. Udzielę ci dobrej rady: gdy ty i twój ukochany dotrzecie do rozwidlenia dróg, pojedźcie w lewo. A jeśli natkniesz się gdzieś na Leśnego Ducha, nie słuchaj niczego co powie i nie wierz, że jest wam życzliwy. Będzie udawał przyjaciela, ale to tylko pozory. Trzymaj się z dala od niego, a wszystko będzie dobrze.
Anna wysłuchała tych słów ze zdumieniem, po czym podziękowała Wodnej Damie za radę i czym prędzej wróciła do miejsca, gdzie zostawiła Adama. Niedługo potem młodzieniec obudził się, po czym obydwoje wsiedli na konia i ruszyli w dalszą drogę.
Minęło południe, gdy dotarli do miejsca, gdzie krzyżowały się trzy drogi. Adam ściągnął cugle, by pojechać w prawo, ale wtedy powstrzymała go Anna.
- Zaczekaj chwilę. - powiedziała - Rano usłyszałam głos Wodnej Damy, która mówiła mi, że powinniśmy jechać w lewo.
- Czyli musimy jechać w prawo. - odparł Adam. - Duch Lasu, z którym rozmawiałem w nocy, ostrzegł mnie, bym nie słuchał niczego, co mówiłaby Wodna Dama, bo tylko sprowadziłbym nieszczęście na ciebie i siebie. Radził też, byśmy jechali w prawo.
- Ale Wodna Dama mówiła, że to Leśnemu Duchowi nie można ufać. - odrzekła Anna - Skąd mamy wiedzieć, które z nich kłamie?
Przez jakiś czas obydwoje zastanawiali się, jak rozwiązać tę zagadkę. Jednak, choć bardzo się starali, nie udało im się znaleźć odpowiedzi. W końcu Anna odezwała się do ukochanego tymi słowy:
- Skoro nie wiemy czyjej rady powinniśmy posłuchać, najlepiej będzie nie słuchać nikogo i pojechać prosto. Po co nam wsparcie duchów, skoro mamy siebie nawzajem?
Adam przyznał jej rację i skierował konia drogą na wprost. Prowadziła ona w kierunku wysokich gór. Wiła się i pięła, a podróż nią była uciążliwa i męcząca. Adam i Anna stawali się coraz bardziej znużeni i zniechęceni, ale mimo to uparcie jechali naprzód. W pewnym momencie dotarli do miejsca, gdzie ścieżkę przecinał potok. Tam ich koń zatrzymał się i pochylił głowę, by się napić. Adam i Anna zsiedli z wierzchowca, a potem zaczęli się rozglądać. Obydwoje od razu poczuli, że ktoś ich obserwuje, choć nie byli w stanie nikogo dostrzec. Chcieli więc wyruszyć w dalszą drogę jak najszybciej i gdy ich koń ugasił już pragnienie, czym prędzej wskoczyli na jego grzbiet, by pognać przed siebie. Ale nie dane im było odjechać zbyt daleko. Jak tylko przekroczyli potok, zostali otoczeni przez zbójców. Było ich trzydziestu pięciu, wszyscy uzbrojeni po zęby. Wyciągnęli miecze i kazali dwojgu podróżnym zsiąść z konia, po czym zawlekli ich do ukrytej w lesie chaty, gdzie mieli kryjówkę. Tam otworzyli klapę w podłodze i zepchnęli swoich więźniów w dół, do ciemnej piwnicy. Potem zatrzasnęli drzwi, zostawiając w dole dwoje przerażonych jeńców.
- Posadź sobie mnie na ramionach - poprosiła Adama Anna. - Może uda mi się podsłuchać ich rozmowę.
Adam posadził sobie Annę na ramionach, a ta przyłożyła ucho do klapy w suficie i zaczęła nasłuchiwać.
- Zdrowie naszych gości! - zakrzyknął jeden z głosów. - Dzięki nim zyskamy kilka radosnych dni i będziemy mogli spokojnie rabować!
- Mamy szczęście, że trafiła nam się od razu dwójka - dodał drugi.
- Ale dziewczyny trochę szkoda… - westchnął trzeci.
- A czemu miałbyś się nią przejmować?! - odezwał się czwarty - Myśl raczej o sobie i o tym ile skarbów uda ci się zdobyć dzięki niej i jej chłopcu!
Potem zbójcy zaczęli się przekrzykiwać nawzajem, tupać i podśpiewywać, tak, że niczego nie dało się już zrozumieć. Anna poprosiła więc Adama, żeby opuścił ją z powrotem na ziemię i powtórzyła mu to, co udało jej się podsłuchać. Żadne z nich nie wiedziało, co o tym myśleć - domyślali się tylko, że rozbójnicy mają wobec nich jakieś tajemne plany.
Niedługo potem ktoś uchylił klapę i spuścił w dół sznur, do którego przywiązany był koszyk. Gdy tylko Adam go chwycił, sznur został przecięty, a drzwi znów się zamknęły. W koszyku był bochenek chleba i butelka wody. Adam i Anna podzielili się tym skromnym posiłkiem, nie zdając sobie sprawy, że doprawiono go silnym środkiem nasennym. Jak tylko zjedli i się napili ogarnęło ich znużenie tak silne, iż mimo przerażenia natychmiast zapadli w głęboki sen.
Nad ranem jeden ze zbójców otworzył wejście do piwnicy, spuścił w dół drabinę i wyniósł stamtąd uśpioną Annę, po czym znów zatrzasnął za sobą klapę w podłodze.
Gdy Adam obudził się i spostrzegł, że jest w swoim więzieniu sam, wpadł w wielką rozpacz. Krzyczał wniebogłosy, walił pięściami w ściany, błagał ze łzami w oczach, by ktoś powiedział mu, co się stało z Anną, ale odpowiadała mu tylko głucha cisza. W końcu, zrezygnowany usiadł na podłodze i ukrył twarz w dłoniach.
- O, Duchu Lasu - wyszeptał - jak źle zrobiłem, że cię nie posłuchałem!
W tym momencie nagle w piwnicy zrobiło się zupełnie jasno, tak, że Adam mógł bez problemu rozejrzeć się po pomieszczeniu - nie dostrzegł jednak nic przydatnego oprócz spróchniałej skrzyni w rogu. Za to, gdy po chwili znowu zapadła ciemność, znowu usłyszał ten sam głos, który przemawiał do niego nocą w lesie.
- Nic już nie jedz ani nie pij, - powiedział - a kiedy wrócą, udawaj, że śpisz.
***
W tym czasie Anna ocknęła się i spostrzegła, że leży na skalistym wzgórzu. Chciała się podnieść, ale jej nogi były związane w kostkach, a ręce na plecach. Przerażona zaczęła wołać o pomoc, jednak nikt jej nie słyszał. W końcu przestała krzyczeć i zrezygnowana osunęła się z powrotem na ziemię. Dziewczyna pomyślała o domu, który opuściła, o Adamie, który został sam, o ostrzeżeniu Wodnej Damy, które zignorowała i gorzkie łzy pociekły po jej policzkach.
- O, Wodna Damo - zaszlochała - trzeba było pójść za twoją radą!
Jak tylko wypowiedziała te słowa, krępujące ją sznury same się rozwiązały i opadły na ziemię. Chwilę później ten sam głos, który przemawiał do dziewczyny nad leśnym strumieniem, szeptem udzielił jej kolejnej rady:
- Pamiętaj o ziarnach - usłyszała Anna.
Nagle zza gór nadleciał ogromny, skrzydlaty wąż i gdy tylko zobaczył Annę, zanurkował w jej stronę. Dziewczyna próbowała uciekać, ale potwór był od niej szybszy. Dogonił ją bez trudu, owinął ogon wokół jej talii i uniósł swoją zdobycz w przestworza. Lecieli tak, aż dotarli do szczytu najwyższej z gór. Było tam wiele szczelin, z których niektóre były wejściami do pieczar.
Wąż wrzucił dziewczynę do jednej z jaskiń, po czym zbliżył się do swej ofiary i szeroko otworzył paszczę, by ją pożreć. Jednak w tym momencie poczuł od niej jakąś dziwną woń, która drażniła jego nozdrza tak bardzo, że musiał odwrócić głowę i odsunąć się.
- Co to za paskudny zapach?! - krzyknął rozwścieczony - Znosiłem tu wielu ludzi, mężczyzn i kobiet, młodych i starych, ale żaden nie śmierdział tak jak ty!
Usłyszawszy to, Anna przypomniała sobie słowa Wodnej Damy a także to, co Adam mówił jej o właściwościach nasion, które jej podarował i domyśliła się, że chroni ją to, co znajduje się w małym woreczku w jej kieszeni. Nie dała tego jednak po sobie poznać i powiedziała tylko:
- A jak mam pachnieć, skoro najpierw trzymali mnie w brudnej piwnicy, a potem leżałam godzinami na piaszczystym, pokrytym kurzem wzgórzu?! Jeśli masz aż tak wrażliwe nozdrza to zamiast narzekać daj mi się umyć.
Skrzydlaty wąż mocno uderzył ogonem w jedną ze ścian, a wtedy otworzyła się w niej szczelina, z której wypłynął strumień czystej wody. Anna najpierw ugasiła pragnienie, a potem opłukała twarz. Gdy skończyła, wąż znowu spróbował się do niej zbliżyć, jednak i tym razem musiał odsunąć się ze wstrętem.
- Widocznie moje ubranie też jest brudne - powiedziała Anna. - Przynieś mi coś, w co mogłabym się przebrać, wtedy się przekonamy.
Wąż nie był zachwycony tym życzeniem, ale czym prędzej wyleciał z jaskini pozostawiając dziewczynę samą. Anna tymczasem rozejrzała się po wnętrzu groty. Było usiane ludzkimi kośćmi, a także szczątkami ubrań, butów, zniszczonych wozów i skrzyń oraz mnóstwem innych pozostałości po poprzednich ofiarach potwora. Dziewczyna nie znalazła tam jednak niczego, co mogłoby pomóc jej w ucieczce, więc mogła tylko chodzić po grocie bezskutecznie próbując wymyślić jakiś plan.
Jakiś czas później skrzydlaty wąż powrócił, przynosząc najpiękniejszą suknię, jaką Anna kiedykolwiek widziała - ukradł ją jednej z praczek, która właśnie zajmowała się garderobą królowej, ale na widok potwora uciekła z krzykiem, zostawiając pranie na łaskę losu.
- Przebieraj się! - ryknął.
- Nie mogę tego zrobić, gdy na mnie patrzysz - odrzekła Anna. - Zamknij oczy.
Gdy wąż zamknął ślepia, dziewczyna przebrała się w nową suknię, a woreczek z niezwykłymi ziarnami schowała do rękawa. Przez cały czas nuciła też cichą, monotonną melodię, aż w końcu, pod wpływem tej kołysanki, zmęczony potwór usnął. Anna usiadła pod ścianą, zastanawiając się, co może w tym momencie dziać się z jej ukochanym.
***
Tymczasem, wciąż uwięziony w piwnicy Adam postanowił skorzystać z otrzymanej rady. Kiedy znowu dostał chleb i wodę, bohenek wrzucił do spróchniałej skrzyni, a potem wylał na niego zawartość butelki. Potem położył się na ziemi i czekał, co się wydarzy.Jak tylko jeden ze zbójców zszedł do piwnicy po drabinie, Adam udał, że zmorzył go sen, równie kamienny jak wcześniej. Tak jak poprzednim razem, mężczyzna wziął go na plecy i wyniósł z piwnicy, a potem zaniósł na skaliste pustkowie. Zbójca położył Adama na tym samym wzgórzu, na którym dwa dni wcześniej zostawił Annę. Chciał wyjąć z torby sznur, by i jego związać, więc na chwilę się odwrócił. Adam wykorzystał ten moment i chwycił jeden z leżących wokół niego kamieni, po czym z uderzył nim rozbójnika tak mocno, że ten padł ogłuszony na ziemię. Wtedy młodzieniec zabrał powalonemu bandycie siekierę i sztylet, po czym przyłożył mu nóż do gardła.
- Gdzie jest Anna? - zapytał
- Nie żyje. Już jej nie pomożesz - odpowiedział
- Uwierzę jak zobaczę - odparł na to Adam - Co z nią zrobiłeś?!
- Zostawiłem tu dla skrzydlatego węża. Robimy to za każdym razem, jak uda nam się kogoś schwytać, inaczej nie da nam spokoju.
- Jest tu skrzydlaty wąż?
- Zalągł się w górach kilka miesięcy temu. Dawniej było nas pięćdziesięciu, ale odkąd gad tu jest, pożarł już piętnastu. W końcu postanowiliśmy, że każdego, kogo napotkamy w tej okolicy, będziemy nie tylko okradać, ale także rzucać skrzydlatemu wężowi na pożarcie, żebyśmy sami nie musieli się go obawiać. Twoją Annę pewnie też już pożarł.
W tym momencie nadleciał skrzydlaty wąż. Pierwszy dostrzegł go rozbójnik i z krzykiem rzucił się do ucieczki. Wygłodniały gad jednak dogonił go bez trudu i połknął za jednym zamachem. Wtedy Adam zatknął siekierę za pas, po czym chwycił się mocno końca wężowego ogona i pozwolił zanieść się do legowiska potwora. Jak tylko dotarli do groty, Anna od razu zobaczyła, kogo tym razem przyniósł wąż. On sam również zauważył, że jakieś stworzenie się do niego przyczepiło i czym prędzej zrzucił je z ogona. Gdy zobaczył, że jest to człowiek, wybuchnął straszliwym śmiechem. Wtedy Anna, sądząc, że jej ukochany zaraz znajdzie się w paszczy potwora, głośno zawołała:
- Hej! Chcesz wiedzieć skąd naprawdę wziął się ten smród? Podleć, to ci powiem!
Gdy wąż odwrócił się w jej stronę, Anna rzuciła mu garść ziaren w oczy. Gad zawył z bólu, zacisnął powieki i zaczął miotać się po jaskini. Adam, widząc, że wąż już w ogóle nie zwraca na niego uwagi, wyjął zza pasa siekierę i z całej siły wbił ją w kark potwora. Potem wspólnie z Anną wypchnęli ogromnego gada z jaskini, a ten runął głową w dół ze szczytu góry i z głośnym hukiem spadł na ziemię, zabijając się na miejscu.
Zakochana para odetchnęła z ulgą. Teraz byli już bezpieczni, jednak wciąż nie wiedzieli jak zejść z góry. Anna pokazała Adamowi źródło, które odsłonił dla niej skrzydlaty wąż. Obydwoje ugasili pragnienie i umyli twarze, po czym pomodlili się do Dehera, władcy gór, by ten pomógł im znaleźć wyjście i bezpiecznie przeprowadził ich przez swoje królestwo.
Kiedy rankiem otworzyli oczy, spostrzegli, że strużka wody, która wypływała ze skalnej ściany, zmieniła się przez noc w rwący potok, a jego wody spływały głęboko do wnętrza góry. Adam i Anna najpierw podziękowali Deherowi za zesłanie im tego cudu, a potem rozejrzeli się za czymś, co mogłoby posłużyć im jako łódź. W końcu udało im się znaleźć dużą beczkę, w której obydwoje mogli się zmieścić. Zepchnęli ją więc do wody i wskoczyli do środka, a wtedy znaleźli się w ciemnym tunelu. Potok wił się i wił, a beczka kręciła się coraz szybciej i szybciej, ale mimo to nie przewróciła się. Ta szalona jazda w dół trwała niespełna godzinę, a potem nagle dwoje pasażerów oślepił blask słońca, a niosące ich wody uspokoiły się, jak tylko opuścili wnętrze góry.
Niedługo potem nurt strumienia zaniósł tę dziwną łódź do rzeki, a z kolei jej prąd zaprowadził Adama i Annę wprost do przystani w wielkim mieście. Tam obydwoje w końcu zeszli na ląd, po czym, ignorując zdumione spojrzenia, ruszyli w stronę rynku. Akurat był dzień targowy, więc przybysze długo przechadzali się pomiędzy straganami.
Traf chciał, że na ten sam jarmark wybrała się akurat jedna z pokojówek królowej. Gdy spostrzegła Annę, natychmiast rozpoznała, że ta ma na sobie sukienkę jej pani. Od razu wróciła więc do zamku, by powiedzieć jej, co zobaczyła.
Królowa natychmiast rozkazała sprowadzić złodziejkę. Gwardziści niebawem odnaleźli Annę i kazali jej iść ze sobą. Adam nie dał się jednak od niej odciągnąć, więc w końcu strażnicy i jego zabrali ze sobą. Tam obydwoje postawiono przed obliczem króla i jego żony, która natychmiast w stroju Anny rozpoznała swoją własną suknię. Od razu oskarżono więc dziewczynę o kradzież i spytano ją, co ma na swoje usprawiedliwienie.
- Nie ja ukradłam tę suknię - powiedziała Anna - Gdy porwał mnie skrzydlaty wąż, dawałam mu różne zlecenia. Poprosiłam o ubranie, a on przyniósł mi suknię, którą mam teraz na sobie. Nie pytałam, skąd ją wziął i nie zastanawiałam się nad tym.
- Jeszcze nikomu nie udało się przeżyć spotkania ze skrzydlatym wężem - odpowiedział król - Od dawna szukałem kogoś, kto mógłby pozbyć się tego potwora, ale nawet najsilniejsi i najodważniejsi z moich ludzi nie mogli temu podołać. Jak więc mogłaś wydostać się bez szwanku z jego jaskini?
Wtedy Anna opowiedziała całą historię, a Adam potwierdził, że mówi prawdę. Król nadal nie chciał im wierzyć, jednak wysłał swoich ludzi we wskazane miejsce. Ci znaleźli u stóp góry truchło skrzydlatego węża z siekierą wbitą w kark, tak jak mówili Adam i Anna. Potem udali się do miejsca, gdzie stać miał dom zbójców, a kiedy już tam dotarli, bandyci akurat powracali do kryjówki z łupami. Kilku z nich na widok gwardzistów od razu rzuciło się do ucieczki i przepadło w leśnej gęstwinie, większość jednak udało się pojmać i doprowadzić przed oblicze sądu. A kiedy wysłannicy króla powrócili do stolicy i opowiedzieli wszystko swojemu panu, nikt nie miał już wątpliwości, że Adam i Anna mówili prawdę. Wszyscy dziwili się ich sprytowi i odwadze i wychwalali ich jako bohaterów.
W nagrodę za uwolnienie królestwa od groźnego potwora, król i królowa podarowali im na własność małą wyspę. Adam prędko znalazł na niej odpowiednie miejsce, by zasiać pozostałe ziarna. Nie trzeba było długo czekać, by puściły pędy, a wtedy ich lecznicze właściwości szybko dały o sobie znać. Adam wkrótce stał się sławny i wspólnie z Anną postarali się, by okolica, w której mieszkali, stała się miejscem, gdzie chorzy i ranni mogliby przychodzić po pomoc, a gdy zaczęli się tam zjawiać, zawsze ją otrzymywali.
Niedługo potem Adam i Anna ogłosili, że niedługo odbędzie się ich ślub i każdy, kto zechce świętować razem z nimi, jest zaproszony. Wieści szybko się rozniosły i kiedy w końcu nadszedł ten dzień, w którym młodzieniec założył błękitną szatę, a dziewczyna błękitną suknię, cały tłum gości zjawił się na wyspie. Wśród przybyłych znalazła się też osobliwie wyglądająca para - mężczyzna z zieloną brodą i kobieta o niebieskich włosach. Kiedy po zakończonej ceremonii goście po kolei podchodzili do młodej pary, by złożyć im życzenia, ci dwoje nie ruszyli się z miejsca, tylko stali pod ścianą uśmiechając się tajemniczo. W końcu Adam i Anna sami zwrócili się w ich stronę, by zapytać kim są i skąd przybyli.
- Nie poznajesz mnie, Adamie? - zapytał mężczyzna.
- Nie poznajesz mnie, Anno? - spytała kobieta.
Gdy przemówili, Adam natychmiast rozpoznał po głosie Leśnego Ducha, a Anna nie miała już wątpliwości, że stoi przed nią Wodna Dama.
- Od początku was obserwowaliśmy - powiedział Leśny Duch - Chcieliśmy sprawdzić, czy naprawdę szczerze się kochacie, dlatego przemawialiśmy do was osobno. Wielu pewnie nie podołałoby tej próbie, ale wy ufaliście sobie tak bardzo, że nie nie daliście się skłócić i tak się o siebie nawzajem troszczyliście, że mieliście siłę pokonać każdą przeszkodę.
- Dlatego możecie być pewni, że macie w nas przyjaciół i zawsze chętnie przyjdziemy wam z pomocą - dodała Wodna Dama - Bądźcie szczęśliwi i niech wasza miłość prowadzi was przez życie aż do śmierci.
Powiedziawszy to, zniknęli w mgnieniu oka, ale jeszcze przez wiele godzin zarówno państwo młodzi jak i ich goście czuli w nozdrzach przyjemny zapach sosen, a w uszach brzmiał im delikatny szum strumienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz